Pechowy debiut – Łukasz Strzelecki po Jankov Vrsok

Pierwszy zagraniczny występ podczas międzynarodowych zawodów na Jankov Vrsok na Słowacji zaliczył Opolanin Łukasz Strzelecki, który za kierownicą Morris Coopera S 1.3 w miniony weekend rywalizował na 3700 metrowej trasie w Banovcach nad Bebravou.

Zawody zaliczane do FIA CEZ Historic Hill Climb Championship oraz Górskich Samochodowych Mistrzostw Polski zgromadziły na starcie 111 zawodników z Austrii, Czech, Polski, Serbii, Słowacji oraz Węgier i Włoch.

W gronie blisko 40 historycznych samochodów z pewnością wyróżniającym się na trasie był czerwony Morris Cooper Łukasza Strzeleckiego. Podczas sobotniej rundy Strzelecki zaliczył tylko trzy podjazdy – dwa treningowe i jeden wyścigowy.

Pierwszy trening to zapoznanie z trasą i możliwościami nowego samochodu, który okazał się świetnie przygotowany do występu na trudnej technicznej trasie, która dla wielu zawodników okazała się pechowa. Kolejny podjazd przyniósł nowe doświadczenie i kolejne przejechane kilometry. Niestety podczas pierwszego wyścigu samochód uległ awarii technicznej, która spowodowała wycofanie się z zawodów. Niestety nie udało się znaleźć uszczelki pod głowicę na Słowacji w sobotnie popołudnie i kierowca Mini musiał wycofać się z występu tracąc możliwość zebrania punktów w grupie C2 samochodów historycznych.

Łukasz Strzelecki: Mój debiut w Banovcach zakończył się przed czasem. Niestety z powodu przepalonej uszczelki pod głowicą w Mini nie udało mi się ukończyć zawodów w sobotę. Zabrakło dosłownie jednego podjazdu do szczęścia. Niedziela została spisana na straty już w sobotni wieczór, kiedy okazało się, że na miejscu nie da się zorganizować uszczelki. Szkoda, bo po podjazdach treningowych byłem dobrze przygotowany do walki o jak najlepszy czas. Analiza onboardów z podjazdów treningowych dała mi bardzo wiele. Znalazłem miejsca w których trzeba było przyspieszyć i podjazd wyścigowy pokazał, że da się to zrobić w praktyce. Zaczynałem czuć samochód i trasę. Szkoda, ale taki jest motorsport, nieprzewidywalny. Cieszę się, że miałem okazję ścigać się na Jankov Vrsok, bo to jest wspaniała trasa. Bardzo techniczna, zakręt w zakręt, a do tego śliska i trzeba na niej bardzo uważać, bo chwila dekoncentracji może spowodować wizytę na krawężnikach, albo na barierach. Mój start nie byłby możliwy bez Taboss Kart Nysa Piotrka Soi, Baran Motosport oraz 4Turbo, którym bardzo dziękuję za pomoc. Oczywiście podczas zawodów otrzymałem niesamowite wsparcie od kierowców, którzy bardzo pomogli mi w debiucie. Bardzo serdecznie wszystkim dziękuję za wsparcie, pomoc i dobre wskazówki przed i podczas wyścigu. Wiem jedno, że już niedługo wracam w Mini na trasy GSMP, bo zaraziłem się wyścigami górskimi bardziej niż się tego spodziewałem.

inf. pras.