Walczyć trzeba do końca

Pechowy „Słomczyn”, szczęśliwy „Toruń” – pierwsze rundy rallycrossowych wyścigów dla zespołu Subaru Poland RC Team był mieszanką zabawy, bólu i nauki zasad fair-play.

Po ostatnich zmaganiach na rajdowych trasach, zespół Subaru Poland RC Team postanowił rozpocząć tegoroczną walkę w niezwykle widowiskowym cyklu zawodów – Rallycrossowych Mistrzostwach Torunia modeli RC. 4. maja, na dwóch miniaturyzacjach polskich torów „Słomczyn” i „Toruń” pojawiła się rekordowa liczba zawodników, bo aż 23. kierowców. Do Torunia przyjechali z Poznania, Włocławka a nawet Łodzi. Walka toczyła się w dwóch dywizjach, a zawodnicy zostali podzieleni ze względu na moc swoich maszyn. Zespół SPRCT trafił do słabszej Dywizji II.

Niedzielne zawody rozpoczęły się od wyścigów na miniaturyzacji toru rallycrossowego „Słomczyn”. Szybkie partie betonowe zamieniały się w piaszczyste nawroty i łuki, utrudniając jazdę rozpędzonym modelom. Kluczową rolę odgrywały tutaj opony oraz rozważne operowanie gazem i hamulcem. Początki dla zespołu SPRCT nie były więc łatwe.

To nasz pierwszy start w rallycrossie nową rajdówką. Na początku były problemy z ogumieniem – założyliśmy koła nie przyklejając do nich odpowiednio opon. Na zakrętach, po ostrym dohamowaniu, opona schodziła z felgi i blokowała skręt. Rywale więc odjeżdżali i trudno ich było dogonić – mówi Michał Jasiński, kierowca Subaru Poland RC Team. – Na serwisie szybko usunęliśmy usterkę, ale trudno było znaleźć odpowiednie tempo. Jechałem zachowawczo, dość mocno zwalniając na szutrowych zakrętach. To był błąd, bo trzymając odpowiednio gaz w podłodze można było szybciej i skuteczniej wyprowadzić rajdówkę z poślizgu. Trafiały nam się też ataki rywali, którzy potrafili skutecznie zmienić kierunek jazdy naszego auta. Cóż, taki jest urok rallycrossu – dodaje z uśmiechem zawodnik.

Dużo więcej szczęścia toruńsko-krakowski zespół miał podczas kolejnej rundy rozgrywanej w tym samym dniu. Po zakończenie walki w „Słomczynie”, modelarze przenieśli się bowiem na świeżo przebudowany tor „Toruń”. Tutaj pojawiły się nowe odcinki pokryte w całości szutrem, a wyjątkowo Joker Lap służył teraz do skracania sobie drogi, a nie jej wydłużania. Zespól Subaru Poland RC Team bardzo udanie rozpoczął biegi treningowe i kwalifikacyjne.

Po „Toruniu”, wbrew pozorom jechało nam się dużo przyjemniej, choć rywale notowali nieco lepsze czasy. Trasa jest dłuższa, bardziej techniczna i ciasna – łatwiej więc o wypadek i stratę wcześniej wypracowanej pozycji. Niestety, nam się też to przytrafiło. W jednym z biegów kwalifikacyjnych prowadziłem przez dwa okrążenia, skutecznie uciekając przed faworytami  zawodów: Piotrkiem Słupczewskim i Krzyśkiem Świtajskim. Mały błąd na jednym z szutrowych łuków, auto wpadło na bandy a rywale skrzętnie to wykorzystali. Dojechałem jako trzeci – wspomina Michał Jasiński.

Rallycross, oprócz często bezpardonowej walki zderzak w zderzak, znany też jest z zasad… fair-play. Kontaktowa walka na torze nie musi tutaj bowiem oznaczać bezwzględnej dominacji „silniejszego”.

Rallycross często nazywany jest sportem dla twardzieli, bo rzadko wybacza błędy, a rywale potrafią skutecznie wywieźć przeciwnika w pole. Ja doświadczyłem jednak zgoła odmiennej sytuacji – po przewrotce na bok na jednym z łuków, nadjeżdżający Piotr Słupczewski postawił nasze Subaru z powrotem na cztery łapy i pozwolił kontynuować walkę. Potem my mu pomogliśmy wrócić na trasę, a ostatecznie tuż przed metą jego Mini zatrzymało się na przedostatnim zakrętem umożliwiając nam przekroczyć linię mety na pierwszym miejscu – z pewnym niedowierzaniem dodaje Michał Jasiński.

Dobre tempo i pomocni rywale pozwoliły awansować kierowcy Subaru Poland RC Teamu do ścisłego finału A, po raz pierwszy w karierze. Po pechowym starcie, końcówka okazała się niewiarygodna i zaskakująca.

Finał rządzi się swoimi prawami – tutaj nie liczy się już tylko taktyka, dobra jazda. Trzeba umieć opanować emocje i nerwy – mówił na mecie kierowca SPRCT. – Mi się to jeszcze nie udaje i niemal przez cały wyścig musiałem gonić wszystkich rywali. Przed metą niemal jasne już było, że będę ostatni. Niespodziewanie rajdówka Krzyśka Świtajskiego uderzyła w bandę i zatrzymała się na kilka centymetrów przed biało-czarną flagą. Kierowca myślał, że przekroczył metę i nie próbował wrócić na trasę. Udało się to wykorzystać i dogonić rywala wyprzedzając go jakimś cudem. Warto więc walczyć do końca – podsumowuje Michał Jasiński.

Ostatecznie rywalizację na torze „Toruń” w ramach IV rundy Rallycrossowych Mistrzostw Torunia modeli RC zespół SPRCT zakończył na 3. miejscu w Div II. Kolejne wyścigi już 18. maja.

Fot. Bartosz Jędrzejewski

 

Dodaj komentarz