WYPOWIEDZ PO RAJDZIE GRODZKIM HRSMP – Robert Luty, Darek Gurdziołek

Robert Luty i Dariusz Gurdziołek po Rajdzie Grodzkim:

22

Robert Luty  -  Plan na ten rajd był taki, aby utrzymać tempo z rajdu Wisły. Niestety już na trzecim zakręcie pierwszego odcinka specjalnego opuściliśmy drogę na wyjątkowo śliskim asfalcie zaliczając moje pierwsze dachowanie. Zaskoczenie i złość była bardzo duża. Zacząłem sprawdzać jakie są uszkodzenia i czy jest cień szansy na powrót i dalszą jazdę. Chłodnica cała, olej jest a silnik odpalił… W tym momencie pomyślałem, że nie poddam się tak łatwo. Szyby rozbite, koło uszkodzone, wydech zaklepany i wygięty w poprzek auta, urwany amortyzator. Ale to nie powód aby nie jechać. Zaczęliśmy walkę z czasem. Do przejechania dwa odcinki specjalne plus dojazdówka do serwisu. Udało się chociaż widoczność była niewielka. Do tego brak zbieżności a przez wybite szyby wpadała litrami woda… Jeśli dojechaliśmy do serwisu, musimy dojechać do mety. Nie ma innej opcji. W międzyczasie złapaliśmy na odcinku kapcia, urwaliśmy wahacz i zepsuł się rozrusznik… Więc to, że dotarliśmy do mety to chyba jakiś cud i nasza determinacja osiągnięcia jej za wszelką cenę. Zdobyliśmy cenne punkty, które zaważą na tytule na koniec sezonu. A to dla nas bardzo ważne. Chciałbym podziękować kibicom, którzy pomagali zepchnąć nam auto z drogi i którzy trzymali kciuki za metę. Również duże podziękowania dla naszego serwisu Poweron, który umożliwił nam wyjechanie na kolejne oesy. A było co robić…  Dziękuje Darkowi za to, że również się nie poddał i z pasją walczył o metę. Ten rajd utwierdził mnie w tym, iż nigdy nie należy się poddawać i trzeba walczyć do końca. Partnerami zespołu są: POWERON, ODS, NGK.

 

 

Darek Gurdziołek  -  o naszym starcie w Rajdzie Grodzkim niewiele mogę dodać. W zasadzie Robert wyczerpał ogół wypowiedzi na ten temat. Cóż, priorytetem była dla nas meta. Tylko ukończenie tego rajdu przybliżało nas do upragnionego tytułu Historycznego Mistrza Polski. Wyobraźcie sobie co czuliśmy, kiedy już na pierwszym odcinku po 200 metrach od startu, owinęliśmy nasze Legacy przez dach. To jakiś absurdalny pech! Biegnąc z tablicą OK pod prąd odcinka, z niedowierzaniem po kilka razy oglądałem się za siebie…W głowie kłębiło się tylko jedno – to już koniec. Jednak po oględzinach auta zdecydowaliśmy, że jedziemy dalej. Nie poddajemy się, walczymy do końca o metę i jakiekolwiek punkty. Jak się okazało, było warto. Pokiereszowanym autem, z niemałymi problemami osiągnęliśmy metę w iście stylu Colina. Ktoś nawet pod filmem w internecie umieścił wpis, ze godnie reprezentujemy barwy…  To bardzo miłe, że ludzie doceniają wolę walki i pamiętają szaleńcze wojaże Colina Mcrae w bliźniaczym aucie. Dla nas to wyróżnienie, a dla wielu sygnał że nie należy się poddawać. Szczególnie kiedy w grę wchodzi walka o coś więcej niż tylko meta… Przyłączam się do podziękowań Roberta. Bez osób, które przyczyniły się do naszej kontynuacji rajdu i wspierały nas w tym, nie byłoby to wszystko możliwe. Teraz z niecierpliwością oczekujemy na wyniki.

 https://www.youtube.com/watch?v=D9c9sc-R370
Fot. archiwum własne
inf.pras.