Drift Open Motopark Toruń – komentarze zawodników

1635
drift
fot. Krzysztof Klimek

Emocje po inaugurującej sezon, 66. odsłonie Drift Open na toruńskim Motoparku powoli opadają. Zapytaliśmy zawodników o ich wrażenia z rywalizacji w mieście piernika, ocenę sportowego poziomu ligi oraz następne plany na kampanię 2023.

Co to było za otwarcie! 66. Drift Open Motopark Toruń zaspokoił pierwszy, driftingowy głód po długiej, zimowej przerwie. Oficjalnie, rozpoczęliśmy sezon widowiskowych pojedynków w kłębach gęstego dymu, a pierwszymi triumfatorami zostali: „Piter” Kozłowski (Masters), Dominik Kur (PRO) oraz Sebastian „Kickster” Kraszewski (klasa PRO AM). Kiedy opadł już bitewny kurz zapytaliśmy zawodników o ich wrażenia po inauguracji sezonu oraz dalsze plany na tegoroczną kampanię. Poprosiliśmy także o chłodną ocenę samego czempionatu.

 

Piotr „Piter” Kozłowski

Do Trójmiasta wracamy z pucharkiem! Cieszymy się z wygranej, bo cała ekipa zasłużyła na to trofeum – mechanicy, spotterzy, inżynierowie, którzy przygotowali „Dominatora” na ten rok. Imprezę w Toruniu chcieliśmy potraktować jako trening, przetestowanie maszyny przed sezonem. W tym roku rywalizujemy w DMP, pojawimy się w kilku imprezach DMEC, kampanię zakończymy w Grecji i na Cyprze. Co do zawodów w Toruniu, sobotnia pogoda była wręcz paskudna, chociaż muszę przyznać, że nieźle czuję się na mokrej nawierzchni. Ustawiliśmy wóz, na początku nie prowadził się jednak odpowiednio, potrzebne były małe korekty. Zabrakło nam dobrej opony na deszcz, mieliśmy tylko mocno zużyte komplety… Pojechaliśmy jednak naprawdę ładną parę, i udało się awansować do niedzielnego finału.

Wiedzieliśmy, że o poranku będzie już sucho, przygotowaliśmy więc samochód. Treningi pokazały, że będziemy szybcy, „Dominator” prowadził się bardzo precyzyjnie. Wygrałem parę z Mateuszem Suskim – dysponuje praktycznie identycznym autem, zbudowanym w tym samym miejscu. Ma tylko inne „serce” pod maską. Później poszło już z górki, byłem napędzony, wygrywaliśmy każdy kolejny etap… To podium bardzo nas cieszy, jesteśmy zadowoleni z tego jak sprawuje się driftowóz. Mechanicy stanęli na wysokości zadania – dolewaliśmy tylko etanol i uzupełnialiśmy olej od Tedexa, który smaruje wręcz idealnie! Toruń miał być testem, ale wiadomo, była rywalizacja, zacięta walka. Wygrana smakuje więc naprawdę bardzo dobrze. Teraz szykujemy się na DMP w Słomczynie. Zapraszamy Was do kibicowania, wpadnijcie też zobaczyć naszego „Dominatora” w akcji. Piąteczka!”.

fot. Krzysztof Klimek

Dominik Kur

Za nami naprawdę mega fajny, bardzo udany weekend. Choć okupiony wielką usterką… Moje BMW E36 poddało się na treningach, korbowód „wyszedł bokiem”, motor jest już do wyrzucenia. W bloku jest teraz dziura wielkości głowy. W piątek wydawało się nam, że to koniec. Ale mój zespołowy kolega Konrad z Turbo Familii stwierdził, że mamy całą noc na przygotowanie jego samochodu do zawodów, a ja mógłbym w nim wystartować. E46 stało wtedy na lawecie, bez zawieszenia, z rozłożonym „wózkiem”… I faktycznie, pracowaliśmy przez noc, aby zdążyć przed obowiązkowym badaniem kontrolnym. Na szczęście się udało!

Wystartowałem zupełnie nowym, nieznanym samochodem. Zaliczyłem dobre kwalifikacje, zdobyłem 86 punktów, co było najlepszym wynikiem w mojej klasie. Traktowałem to jako dobry prognostyk przed niedzielą. Następnego dnia udało się powtórzyć ten sukces – mój team wykonał genialną robotę, wygraliśmy, zdobyliśmy pierwsze miejsce w grupie „PRO”. Wszyscy byli w szoku, jechałem w końcu autem o wiele słabszym od mojego… Moje E36 przed awarią miało około 700 koni i 850 niutonometrów. A jednak, poradziłem sobie, to było ogromne zaskoczenie i jeszcze większa satysfakcja. Jeżeli uda nam się odbudować motor, widzimy się w Kielcach. Chciałbym wystartować w możliwie jak największej ilości rund, powalczyć o zwycięstwo w klasie. Zwłaszcza po tak obiecującym starcie w Toruniu!

Co do samego Drift Open – organizacja jest tutaj świetna, zawodnicy traktowani są wręcz jak rodzina. Sporo pomagają nam sędziowie – informują o błędach, zwracają nam uwagę, mówiąc co trzeba poprawić. To świetne, uczymy się, a dzięki temu jeździmy coraz lepiej!”.

fot. Krzysztof Klimek

Sebastian „Kickster” Kraszewski

Jeżeli chodzi o samą rundę, było naprawdę super! Był to mój debiut „na poważnie”, już w swoim samochodzie, ze świadomością, że zamierzam wystartować we wszystkich rundach sezonu 2023. Cieszę się, że w sobotę padało. Uczyłem się jazdy po tym torze właśnie na mokrej nawierzchni, był to dla mnie spory plus. W niedzielę zmieniły się warunki, więc nie spodziewałem się zwycięstwa. Chociaż po kwalifikacjach zapachniało finiszem na podium. Nastawiałem się jednak na trzecie, może drugie miejsce. Na pewno nie liczyłem na triumf.

Zwycięstwo jest wielką nagrodą dla wszystkich, którzy są ze mną. Jeszcze w środę szukali dla mnie silnika, w czwartek wkładali go do późnych godzin, dopiero w piątek mogliśmy go przetestować na sesjach treningowych. Do startu podszedłem z więc na luźno. Sam fakt, iż dostałem się do finału dał mi bardzo dużo satysfakcji. Ten luz był chyba kluczem – mogłem zaryzykować, pojechać „swoje”. Zwycięstwo pokazuje, że mam jednak jakieś umiejętności.

Co do dalszych planów, chcę pojechać cały sezon 2023. Widzimy się 8 czerwca w Kielcach, następnie w Koszalinie, później znów w Toruniu. Chcę zbierać punkty do „generalki”. Skoro było już zwycięstwo, chciałbym meldować się na „pudle”, taki jest też mój cel na ten rok… Apetyt rośnie w miarę jedzenia, ja coraz bardziej „wsiąkam” w to drifterskie środowisko!”.

drift
fot. Krzysztof Klimek

Karolina Pilarczyk

Zawody w Toruniu to już prawdziwa tradycja. Tor jest świetnie znany zawodnikom i chyba każdy z chęcią na niego wraca. Ja go uwielbiam,  bardzo cieszyłam się na tę rundę. W tym roku jeżdżę Nissanem S15 LSX 6.2, który dysponuje mocą ponad 900 koni mechanicznych. Auto zostało zbudowane rok temu, zeszły sezon był pełen rozczarowań i walki z bolączkami wieku dziecięcego. Jednak tym roku zaliczyliśmy mocne treningi, auto znowu obudziło moje nadzieje. Tym razem się nie zawiodłam! Mimo drobnych problemów technicznych z paskiem od kompresora, który się urwał tuż przed kwalifikacjami, wygrałam pojedynek i zapewniłam sobie miejsce w zawodach. Nawet bez działającego kompresora moje V8 daje sobie radę!

Na szczęście sobota była deszczowa, więc moc auta nie miała takiego znaczenia. Z soboty na niedzielę naprawiliśmy kompresor, dzięki czemu mogłam też nawiązać walkę na suchej nawierzchni. Wywalczyłam trzecie miejsce w klasie „Masters”! Jestem szczęśliwa, bo w tej grupie praktycznie wszyscy kierowcy są świetni, więc to spory sukces. Za nami naprawdę dobry początek sezonu. Mam więc nadzieję, iż jeszcze nie raz będę świętować na podium!”.

fot. Mateusz Suski Drifting – oficjalny profil Facebook

Mateusz Suski

Kończymy pierwsze zawody w tym sezonie, 66. rundę Drift Open. Było to dla mnie takie małe przebudzenie po zimie – nie miałem okazji testować, dodatkowo startuję w tym roku na zupełnie nowej oponie. Jak to w Toruniu, towarzyszyła nam kapryśna pogoda. W piątek było słonecznie, mogliśmy „wjeździć się” w trasę. W sobotę mierzyliśmy się już z mokrymi, deszczowymi kwalifikacjami. Daliśmy jednak radę, zaliczyliśmy naprawdę fajne przejazdy.

W klasie „Masters” liczą się najdrobniejsze szczegóły, mamy tu ostrą, zaciętą rywalizację, zawodników na najwyższym poziomie. Trzeba tu jechać na sto procent, nawet najmniejszy błąd może zdecydować o porażce. Na treningu przed finałami samochód zaczął nam lekko przerywać. Pojawiły się kłopoty z elektryką. Awaria nasiliła się w pierwszym przejeździe z Piotrkiem Kozłowskim – wóz przeszedł w tryb awaryjny, stracił połowę mocy, „odcinał” nie przy 8000, a przy 5500 obrotów. W drugim przejeździe wszystko padło po ściągnięciu koła z trasy. To były dopiero pierwsze zawody w sezonie, naprawimy auto i wracamy do ataku.

Drift Open polecam każdemu, kto chciałby zacząć swoją przygodę z driftem. Znajdziecie tu mega fajną atmosferę, luźny, naprawdę rodzinny klimat, i porządną, zaciętą rywalizację!”.

drift
fot. Krzysztof Klimek

Przemek Śnieguła

Zawody, jak zresztą i cała liga Drift Open, zawiesiły poprzeczkę tak wysoko, że jak dotąd żadna inna liga nie jest w stanie tego przebić. I na pewno nie będzie to łatwe zadanie. Cóż, organizatorzy nie zawsze są w stanie wszystko przewidzieć, ale ludzie stojący za Drift Open są świetnie przygotowani na wszystkie „niespodzianki”. Motopark Toruń „plusuje” u mnie tym, że oferuje dużą ilość miejsca na park maszyn, zaś trasa w zasadzie od startu do mety wymusza na nas trzymanie gazu w podłodze i odważną jazdę. Jest naprawdę bardzo fajnie!

Rywalizacja odbywająca się w trzech klasach to świetna sprawa. Będąc amatorem można rozpocząć swoją przygodę w klasie „PRO AM”, uczyć się, a po udowodnieniu umiejętności przejść o szczebel wyżej. Ja również przechodziłem tę drogę, a w tej chwili mogę walczyć już z najlepszymi w klasie „Masters”. Zajęło mi to w zasadzie jeden sezon, i to za sterem najsłabszego samochodu w stawce… Aktualnie czekam na uruchomienie maszyny, która pozwoli mi być konkurencyjnym – zamierzam bowiem trochę nawojować. W planach jest obecność na wszystkich rundach tego sezonu, mam nadzieję, że pozwoli na to budżet!”.

fot. Rafał Kurek

Dominik Pawłowski

Jeśli chodzi o samą ligę Drift Open, jest to na ten moment na pewno jedna z najbardziej profesjonalnych i rozpoznawalnych serii w Polsce. Oczywiście, w tym roku pojawią się też nowe, odświeżone Driftingowe Mistrzostwa Polski – jestem bardzo ciekawy, czy uda im się dorównać, albo przebić ten poziom. Co do rywalizacji, tutaj jest ona naprawdę „zdrowa” – zawodnicy wzajemnie się szanują, wymieniają radami, poglądami, i nikt nie ukrywa się z tym czym dysponuje. Zawsze jesteśmy pomocni w przypadku usterek lub jakichś awarii.

Poziom zawodów jest bardzo wysoki, nawet w klasie „PRO”, w której startuje teraz dwóch zawodników z naszego teamu. Moje tegoroczne auto jest dokładnie takie samo jak w roku ubiegłym – nic się nie zmieniło, wykonaliśmy tylko przegląd i ruszyliśmy dalej. Samochód dysponuje mocą około 700 koni mechanicznych i 800 niutonometrów z silnika 2JZ, który zasilany jest etanolem oraz nitro. Jeśli chodzi o plany na ten sezon, wraz z moim bratem zamierzamy przejechać całą serię DMP – to tylko cztery rundy, a nasz budżet jest bardzo ograniczony. Toruń potraktowaliśmy jako wstęp do tego sezonu. Jeżeli nic się nie zmieni, nie pojawi się dodatkowy budżet, będzie to niestety ostatni występ w Drift Open 2023…”.

fot. Krzysztof Klimek Motorsports Zone

Blanka Turska

Niestety, ostatecznie nie udało mi się wystartować w pierwszej rundzie Drift Open 2023 w Toruniu. Pojawiłam się tam rekreacyjnie, jako kibic. Miałam jednak okazje aby podriftować specjalnymi gokartami. Patrząc na wszystko od strony „niezawodniczej” muszę przyznać, że seria Drift Open wykonuje fantastyczną robotę dla kibiców. Startując koncentracja była skupiona na zadaniu do wykonania i własnych działaniach. Tutaj mogłam wcielić się w role widza – porozmawiać z zawodnikami, widzami. Świetne przeżycie i bardzo udane zawody. Teraz szykujemy się na Kielce, robimy co w naszej mocy, aby pojawić się na Green Hell”.

Czas na spotkanie z „piekłem”

Kolejną rundą czempionatu będzie 67. Drift Open „Green Hell”, rozgrywane na leśnej partii Toru Kielce. Skojarzenia z kultową, północną pętlą Nurburgringu nie są tu przypadkowe. Po pierwsze, Kielce mają swój własny mikroklimat, a pogoda lubi zmieniać się dosłownie jak w kalejdoskopie. Po drugie, za linią trasy znajdują się charakterystyczne bandy i roślinność. A po trzecie, to naprawdę zdradliwe miejsce, w którym łatwo o niepotrzebny, kosztowny błąd. Cóż, pozostaje uzbroić się w cierpliwość. Driftingowi maniacy, spotykamy się już 9 czerwca!

Komplet informacji o sezonie 2023 Drift Open znajdziecie na oficjalnej stronie turnieju. Po najgorętsze wieści ze świata widowiskowej jazdy w poślizgu zapraszamy na rallyandrace.pl.

W Rally and Race cenimy sobie zdanie naszych czytelników. Zachęcamy więc do wyrażania własnych opinii i dyskusji w mediach społecznościowych. Jesteśmy też otwarci na wymianę argumentów. Wspólnie budujmy i wspierajmy społeczność kibiców oraz polski motorsport!