Janusz Kulig – „Chryste Panie! Jak ten smarkacz jechał!”

53
Kulig
fot. Wojciech Rzazewski dla East News

Dokładnie dwadzieścia lat temu doszło do jednego z najsmutniejszych wypadków w świecie polskiego motorsportu. Janusz Kulig, wielokrotny mistrz RSMP, zginął na przejeździe kolejowym w Rzezawie. Dziś raz jeszcze wspominamy tę barwną postać, która rozpaliła w wielu z nas dożywotnią miłość do świata jazdy na opis.

Janusz Kulig jest bohaterem wielu, „rajdowych” domów w Polsce. Naturalnie, każdy z nas ma z nim nieco inne wspomnienia i przywołuje inne „migawki” z czasów naszej młodości. Jedni widzą go za sterami kultowego Renault Megane Maxi, w którym wywalczył pierwszy tytuł w „generalce” Mistrzostw Polski. Dla innych kierowca z Łapanowa kojarzy się przede wszystkim z plującym ogniem, krwistoczerwonym Focusem WRC w malowaniu Marlboro. Tożsame są za to nasze wspomnienia dotyczące jego wielkich, motorsportowych triumfów.

Zobacz teżPZM: „Naszym postulatem nie było wprowadzanie „monopolu”

Po pierwsze, trzykrotnie wkładał na głowę koronę mistrza Polski (1997, 2000, 2001). Dwa razy stanął też na drugim stopniu podium (1998, 1999). W latach 1998-99 zdobywał tytuł mistrza Europy Centralnej. W 2001 roku zatriumfował w słowackim czempionacie, zaś rok później wywalczył tytuł wicemistrza Europy, do samego końca walcząc o „złoto” z Renato Travaglią. Puchary idą jednak w zapomnienie przy innym dokonaniu tego kierowcy. Mimo dwudziestej rocznicy jego tragicznej śmierci, pamięć o Kuligu jest… wiecznie żywa! I tej pięknej nieśmiertelności, na którą w pełni sobie zasłużył, możemy mu dziś pozazdrościć.

To jak znakomitym był kierowcą oddaje cytat z jednego z dawnych tekstów Jerzego Pilcha:

Chryste Panie! Jak ten smarkacz jechał! Był w absolutnej harmonii z samochodem i nie wykonał jednego niepewnego ruchu, ruch był jego naturalnym żywiołem. Nigdy już nie spotkałem, i pewnie nie spotkam, kogoś tak suwerennie panującego nad maszyną…”.

fot. wikipedia.pl

Miejsce przeklęte

Do dziś wielu fanów nie może uwierzyć w to, iż człowiek który na rajdowych oesach igra z niebezpieczeństwem, który jak mało kto radził sobie z opanowaniem maszyny przy czysto autostradowych prędkościach, odszedł w tak irracjonalny sposób. Jak wspominał niegdyś Leszek Kuzaj, „w sposób zupełnie idiotyczny”. 13 lutego 2004 Kulig wracał do rodzinnego Łapanowa, podążając nieco krótszą trasą prowadzącą przez przejazd kolejowy w Rzezawie. W jego Fiata Stilo Abarth wbił się pociąg „Ślązak”, pędzący z Zielonej Góry do Przemyśla. Kierowca nie miał żadnych szans. Winę za ten tragiczny wypadek ponosi dróżniczka, która nie dopełniła swoich obowiązków i nie opuściła szlabanu. Pogrzeb wielkiego mistrza odbył się cztery dni później, na lokalnym cmentarzu w Łapanowie. Janusza żegnali jego bliscy i rodzina, przyjaciele z odcinków specjalnych, najwięksi rywale i tysiące wiernych kibiców.

Dziś warto zauważyć i raz jeszcze docenić wielki heroizm i współczucie Jana Kuliga. Ojciec Janusza spotkał dróżniczkę, Michalinę K, podczas przesłuchania na posterunku policji. Gdy ta ujrzała Pana Jana, upadła na kolana i z żalem wykrzyczała „zabiłam Panu syna”. Ten zaś natychmiast jej wybaczył, a podczas procesu sądowego nie wnioskował o najwyższy wyrok. Jak stwierdził w jednej z późniejszych rozmów, w tej sytuacji jego syn postąpiłby podobnie.

Niedokończona historia

Trzykrotny czempion RSMP niedługo przed swoją śmiercią podpisał kontrakt z fabrycznym zespołem Fiata. Jego orężem na sezon 2004 został model Punto II, w specyfikacji S1600. Kuliga prowadzić miał Maciej Szczepaniak. Załoga chciała powalczyć o kolejne sukcesy w Polsce. Nieoficjalnie, Fiat miał również zagwarantować powrót na oesy Mistrzostw Europy. Mało znaną ciekawostką jest fakt, iż nie miał to być jedyna, typowo włoska konstrukcja w jego garażu. Kulig ostrzył sobie zęby na zakup… Lancii Stratos. Jeżeli uwierzymy plotkom, urodzony w Łapanowie kierowca był ledwie o krok od nabycia wymarzonego egzemplarza.

„I krótkie życie jest dostatecznie długie, aby przeżyć je szlachetnie”.

Dziś pozostaje nam uzbroić się w cierpliwość i oczekiwać na datę kolejnej edycji Memoriału Janusza Kuliga oraz Mariana Bublewicza, organizowanego przez Automobilklub Krakowski. Po więcej rajdowych emocji i wieści z rodzimych oesów zapraszamy Was na rallyandrace.pl.

W Rally and Race cenimy sobie zdanie naszych czytelników. Zachęcamy Was do wyrażania własnych opinii i dyskusji w mediach społecznościowych. Jesteśmy też otwarci na wymianę argumentów. Wspólnie budujmy i wspierajmy społeczność kibiców oraz polski motorsport!