Kogo w tym roku możemy zobaczyć w FP1?

Fot. Red Bull Content Pool

W sezonie 2025 Formuła 1 zwiększyła liczbę obowiązkowych sesji treningowych dla debiutantów. Zespoły będą musiały wystawić młodych kierowców w czterech sesjach FP1 w ciągu roku – po dwa razy w każdym bolidzie. To istotna zmiana w stosunku do poprzednich lat, gdy wymagane były jedynie dwie takie sesje. Kto skorzysta na tym najbardziej?

Szansa na pokazanie się

Obecność debiutantów w FP1 rzadko stanowi główny temat weekendu wyścigowego. Zespoły często odwlekały obowiązkowe przejazdy młodych kierowców do ostatniej chwili, wystawiając ich w Abu Zabi, gdzie warunki są zupełnie inne niż w wyścigu, lub w Kanadzie, gdzie pogoda bywa kapryśna.

W takich sesjach zespoły zwykle nie pozwalają kierowcom na szybkie przejazdy – młodzi zawodnicy wykonują zadania związane z aerodynamiką i unikają ryzykownych manewrów. Jednak mimo tych ograniczeń, nowe zasady już zaczęły przynosić efekty.

Przykładem może być Franco Colapinto – James Vowles przyznał, że to właśnie jego występ w FP1 na Silverstone przekonał Williamsa do awansu Argentyńczyka do głównego składu na 2025 rok. Podobnie było z Oliverem Bearmanem – jego doskonały występ w FP1 w Meksyku sprawił, że Haas nabrał do niego zaufania, zanim jeszcze Brytyjczyk miał okazję zastąpić Carlosa Sainza w Arabii Saudyjskiej.

Nowe zasady oznaczają, że zespół F1 straci w sumie cztery godziny jazd wyścigowych na rzecz debiutantów. To spory koszt, ale jak pokazują powyższe przypadki, może się on opłacić.

Kto nie musi oddawać bolidu?

Nie każda ekipa będzie musiała rezygnować z sesji dla swoich etatowych kierowców – niektórzy z nich wciąż spełniają definicję debiutanta.

Zgodnie z przepisami, za debiutanta uznaje się kierowcę, który nie wystartował więcej niż dwa razy w wyścigu F1. Oznacza to, że Andrea Kimi Antonelli, Gabriel Bortoleto i Isack Hadjar pozostaną debiutantami do Grand Prix Bahrajnu. Ich obowiązkowe sesje FP1 zostaną zaliczone już w Australii i Chinach.

To samo dotyczy Jacka Doohana, który wprawdzie zadebiutował w Abu Zabi 2024, ale jego status debiutanta wygasa dopiero po wyścigu w Chinach. W praktyce oznacza to, że ich zespołowi partnerzy – Pierre Gasly, George Russell, Yuki Tsunoda i Nico Hülkenberg – będą jedynymi, którzy muszą oddać swoje bolidy debiutantom w ciągu sezonu.

Jakie zespoły wystawią młodych kierowców?

Najwięcej zyskają ekipy z silnym programem juniorskich talentów.

Red Bull

W Red Bullu naturalnym kandydatem na FP1 jest Arvid Lindblad. Młody Brytyjczyk już zdobył wymagane punkty do superlicencji i jeśli odniesie sukces w F2, może trafić do F1 nawet przed sezonem 2026. W grę wchodzą także Oliver Goethe i Josep María Martí, którzy również ścigają się w F2 i mają szanse na przyszły awans.

Ferrari

Eksperyment z Oliverem Bearmanem w 2024 zakończył się sukcesem, ale w 2025 Scuderia nie ma tak wyraźnego kandydata do FP1. Arthur Leclerc, brat Charlesa, może otrzymać kilka okazji do jazdy, ale Ferrari wydaje się faworyzować Dino Beganovicia, który zdobył już 40 punktów do superlicencji i był testowany przez zespół na prywatnej sesji w Barcelonie.

Mercedes

Antonelli spełnia wymagania dla debiutantów, co oznacza, że Mercedes nie będzie musiał szukać innych kandydatów do FP1. Ich rezerwowy kierowca, Valtteri Bottas, oczywiście nie kwalifikuje się do tej roli, mając na koncie ponad 250 startów w F1. Możliwe, że szansę dostanie Frederik Vesti.

McLaren

W poprzednim sezonie McLaren wystawił w FP1 Pato O’Warda i Ryo Hirakawę. Hirakawa jednak przeniósł się do Alpine, co oznacza, że O’Ward prawdopodobnie dostanie kolejne szanse. Możliwe, że zespół sprawdzi także Ugo Ugochukwu, który po wygranej w Makau zdobył odpowiednią liczbę punktów do superlicencji.

Co z pozostałymi ekipami?

Aston Martin – Wszystkie cztery sesje FP1 prawdopodobnie przypadną Felipe Drugovichowi, który ponownie pełni rolę rezerwowego kierowcy.

Alpine – Francuski zespół ma kilka opcji: nowo pozyskanego Ryo Hirakawę oraz swojego juniora Paula Arona, który już zaliczył testy po sezonie 2024.

Racing Bulls – Dzięki awansowi Hadjara zespół musi wystawić debiutanta tylko dwa razy. Najpewniej zobaczymy w tej roli Arvida Lindblada, choć istnieje też możliwość, że Honda znów będzie naciskać na wystawienie Ayumu Iwasy podczas GP Japonii.

A co z outsiderami?

Haas – Ritomo Miyata, protegowany Toyoty, jest naturalnym kandydatem. W styczniu zaliczył testy w Jerez i ma wystarczającą liczbę punktów do superlicencji. Może też pojawić się Pietro Fittipaldi, który wciąż spełnia kryteria debiutanta, mimo że startował dwa razy w 2020 roku.

Williams – Najlepszym kandydatem wydaje się Luke Browning. Williams po awansie Colapinto i rozstaniu z Zakem O’Sullivanem nie ma wielu innych opcji.

Sauber – Zespół jest w trudnej sytuacji. Po odejściu Théo Pourchaire’a, który przez lata czekał na szansę, nie mają oczywistego wyboru. W zeszłym roku w FP1 testował Robert Shwartzman, ale teraz przechodzi do IndyCar. Możliwe, że ekipa zaskoczy, sięgając po nowego, nieoczywistego kandydata.

Czy większa liczba FP1 dla debiutantów się sprawdzi?

Rozszerzenie liczby obowiązkowych sesji dla młodych kierowców to duża zmiana, ale jak pokazały przykłady Colapinto i Bearmana, może ona mieć realny wpływ na przyszłe decyzje kadrowe zespołów.

Nowe zasady pozwalają także zespołom na większą elastyczność – część obowiązkowych sesji będzie mogła być zaliczona przez etatowych kierowców w pierwszych wyścigach sezonu. Mimo to, dla zespołów i młodych kierowców będzie to kluczowa szansa na rozwój i pokazanie swojego potencjału w świecie Formuły 1.