Gosia Prus: „Udowadniam, że nie ma rzeczy niemożliwych”

2772
Prus
fot. Małgorzata Prus - prywatne archiwum

Jaki jest przepis na sukces w świecie motorsportu? Bez prawienia truizmów, tak naprawdę są tylko dwa scenariusze. Pierwszy to odpowiednia zasobność portfela oraz sieć kontaktów, które pomogą otworzyć niedostępne jak dotąd drzwi. Druga ścieżka jest już znacznie trudniejsza – wymaga ciężkiej, tytanicznej wręcz pracy i wielu wyrzeczeń. Poza talentem potrzebna będzie twarda skóra oraz umiejętność wyciągania wniosków z własnych błędów. Dziś przedstawimy Wam zawodniczkę, która od lat walczy o swoje, a wiara we własne możliwości pozwoliła jej przekuć motorsportową pasję w pracę i możliwość realizacji własnych marzeń. Poznajcie Małgosię Prus – dziewczynę, która wciąż udowadnia, że… wszystko jest możliwe!

Prus
fot. Małgorzata Prus – prywatne archiwum

Od zamiłowania do… pracy

RR: Obracamy się w świecie pełnym stereotypów. Co do zasady, chłopcy bawią się samochodami, dziewczynki mają swoje domki dla lalek… Jak to się stało, że udało Ci się przełamać ten schemat, związać swoje życie z motoryzacją, motorsportem?

MP: Zawsze chciałam, żeby moje życie wypełniały samochody… Mam takie wspomnienie z dzieciństwa – mój sąsiad miał Subaru, zimą wpadał w naszą uliczkę pełnym „bokiem”. A ja stałam jak zaczarowana, byłam w innym świecie. Szybko pokochałam tę markę, zwłaszcza gdy zobaczyłam w sieci premierowe edycje Gymkhany i ewolucje Kena Blocka. Naturalnie, mój pierwszy samochód także miał plejady na masce, choć tamten wóz szybko się zepsuł, a ja nie miałam pieniędzy na jego naprawę. Nigdy nie było jednak możliwości, bym mogła rozwijać się w kierunku motorsportu… Wszystko zmieniło się, gdy miałam jakieś 20-21 lat.

Organizowano casting do nowego zespołu Lotto, którego członkami byli Martin Kaczmarski i Krzysztof Hołowczyc. Poszukiwane były hostessy, które miały podróżować wraz z zespołem na rundy Mistrzostw Europy i Mistrzostw Świata w rallycrossie. Nie spełniałam wszystkich wymogów, byłam za niska. Jednak i tak wysłałam zgłoszenie. A na spotkaniu nadrabiałam swoją gadką, pasją do motoryzacji. Tym, że przyjechałam Subaru. I dostałam się, najpierw pojechałam na Rajd Polski, później przez dwa lata jeździłam po całej Europie. Na zawodach pojawiała się światowa czołówka – Loeb, Kristoffersson, ekipa Kennetha Hansena. Znaczna większość dziewczyn traktowała te wyjazdy jako pracę. Ja spełniałam tam swoje marzenia.

Momentem przełomowym była runda w Barcelonie. Spotkałam tam Kena Blocka, zbiłam z nim „piątkę”. Wtedy uświadomiłam sobie, że chcę startować. Że zrobię wszystko, mówiłam głośno, że będę się ścigać. Choć wtedy nie miałam na to jeszcze ani środków, ani pomysłu. Dziś wspominam to z uśmiechem, zwłaszcza kiedy spotykam mechaników Krzysztofa czy Martina. Gdy mam chwile zwątpienia, wracam do tych chwil. I wiem, że chcę to robić dalej.

fot. Małgorzata Prus – prywatne archiwum

Pierwsze, amatorskie kroki

RR: Posmakowałaś motorsportu. Emocji, wrażeń, przeżyć. Jak wyglądała dalsza część Twojej historii? Co pchnęło Cię do tego, aby spróbować sił za kierownicą?

MP: Zatrudniłam się w salonie samochodowym Toyoty na Okęciu. Choć nie miałam wiedzy o sprzedaży, czy zakupie samochodów. Motoryzacja tak weszła mi w krew, że pracowałam tam przez dobre cztery lata. Zarabiałam, odkładałam na pierwszą rajdówkę. Później byłam dyrektorem jednej z firm handlujących samochodami używanymi, prowadziłam warszawski dział zakupowy, robiłam wyceny, nadzorowałam pracę handlowców. Od dwóch lat pracuję także na eventach motoryzacyjnych. Nie pochodzę z bogatej rodziny, nie dostałam niczego na tacy. O wszystko musiałam powalczyć… Byłam tytanem pracy, zawsze pracowałam od poniedziałku do niedzieli. Lubię to, bo kiedy wiesz na co pracujesz, nie czujesz zmęczenia!

A co do pierwszej rajdówki, kiedy pracowałam w salonie Toyoty, jeden z podwykonawców przyjeżdżał do nas przepiękną Imprezą WRX – niebieskim „blobeye’m” na złotych felgach. Dostawałam „kota” na widok tego auta. Któregoś dnia wspomniał, że nosi się z zamiarem sprzedaży. Przewiózł mnie, oczywiście na prawym fotelu. Wieczorem Subaru stało już pod moim domem… To był tak „niepotrzebny” zakup – miałam przecież kupić „ośkę”… Coś, co pozwoli mi wejść do świata rajdów, do KJSów. Ale ten wóz był tak zadbany, wychuchany… Musiałam! Mam to auto do tej pory. Pojechałam nim po raz pierwszy na Tor Ułęż, a później na Puchar Toru Słomczyn, Puchar Toru Modlin, time attack na Bemowie czy Barbórkę Bis. Kocham to Subaru. Gdyby tatuowanie emblematu nie byłoby takie przypałowe, to pewnie bym to zrobiła. A teraz zbudowałam pierwszą, profesjonalną rajdówkę. Również na bazie Imprezy. Będzie to samochód do startów, zamierzam także szkolić nim swoich kursantów.

fot. Dariusz Ołtuszyk Rally Photography

Rallycrossowe przetarcie

RR: Pracowałaś w zespole Hołowczyca i Kaczmarskiego. Zbierałaś pieniądze na pierwszą rajdówkę. Czuć Twoje zamiłowanie do tego świata. Skąd więc pomysł, aby w 2020 zadebiutować w rallycrossie? Wystartować w BMW, klasie RWD Cup?

MP: W zasadzie wszystkiemu „winny” jest Hubert Sągal… Odezwał się do mnie kilka lat temu, gdy startowałam w Subaru. Zaoferował mi pomoc, pytał o wsparcie techniczne. Po jakimś czasie wybrał się ze mną na Modlin w charakterze pilota. Miał już doświadczenie w KJS i SKJS. Ja byłam zajarana rallycrossem. I chciałam spróbować, lecz bałam się bariery budżetowej. Wtedy Hubert stwierdził, że on też wystartuje, i że możemy zrobić to razem. Byłam dopiero po kilku występach na torze, myślałam, że jest za wcześnie, że nie potrafię jeszcze jeździć. Ale pod wpływem tej dyskusji zapisaliśmy się na kurs, zrobiliśmy licencję, kupiliśmy dwa BMW E36 pod niemiecką granicą. Musieliśmy zbudować je od początku. Nie miałam środków na gotowe auto, robiłam to stopniowo, pomagałam w warsztacie, dzięki czemu obniżyłam koszty. Sama malowałam samochód, spędzałam wiele godzin w garażu.

Hubert pomagał mi w całym procesie. Wspólny projekt przybrał nazwę RXM Motorsport, dokładnie tak nazywa się też moja działalność gospodarcza. Wtedy zdecydowałam się na rallycross, bo Hubert zapewnił, że damy radę, że nie wydamy fortuny. A klasa RWD Cup była po prostu najtańsza. Od tamtej pory jeździmy razem. I jak widać, udało się… Jeśli wśród czytelników są osoby z podobnymi wątpliwościami, to zapraszam do kontaktu. Ja chętnie Wam pomogę. Jestem żywym przykładem, że można rywalizować bez wielkiego zapasu finansowego. Podsumowując, rallycross był najrozsądniejszym krokiem… Rajdy samochodowe były zbyt drogie. To nie jest tak, że żyję z motorsportu, odcinam kupony. Mam nadzieję, że kiedyś dotrę do tego etapu. Ale to nie był i wciąż nie jest ten moment.

Wytrwałość kluczem do sukcesu

RR: Masz pierwsze, drobne sukcesy na torach wyścigowych. Zdobywałaś puchary Toru Modlin i Toru Słomczyn. Rozpoczęłaś swoją czwartą kampanię w rallycrossie. Gdybyś miała podsumować dotychczasową karierę, to co uważasz za największy sukces? Z czego jesteś dziś najbardziej dumna, co dało Ci największego „kopa”?

MP: Zdecydowanie moim największym sukcesem jest fakt, że nigdy się nie poddałam. Na początku nie miałam wyników… W RWD Cup rywalizuje się w piekielnie mocnej stawce. W zeszłym sezonie mieliśmy nawet czterdziestu zawodników. Dojeżdżałam siódma, dziesiąta, dwunasta. Ale jeździłam z rundy na rundę, nie dałam się zgasić, robiłam swoje. Jestem z tego bardzo dumna. Pod tym kątem czuję się nieco poszkodowana. Ktoś może stwierdzić, że mimo paru sezonów nie mam sukcesów, nie finiszuję na podium. Ale wyzwanie którego się podjęłam nie należy do łatwych. Naturalnie, mogłabym wystartować w WSMP. O wiele prościej zdobyć tam tytuł, zapisać sobie coś do statystyk. Lecz w wielu klasach rywalizuje dwóch/trzech kierowców. Łatwiej o puchary i szarfy. A to nie jest „mój” motorsport, to nie moje ambicje, zdecydowanie nie mój świat. Batalia z doświadczonymi oponentami daje o wiele więcej. Z rundy na rundę widzę swój rozwój, dostaję sporo pozytywnych sygnałów.

Wysoko postawiona poprzeczka mnie motywuje. Moim życiowym sukcesem jest także to, że żyję ze swojej pasji, a z marzeń udało mi się zrobić pracę. Zaczęłam na eventach oraz różnych planach zdjęciowych. Działam między innymi w szkołach jazdy Tomasza Czopika oraz Tomasza Kuchara, jestem też instruktorem na eventach SpeedGames. Ludzie chcą ze mną współpracować, ja wciąż się rozwijam, uczę, chłonę wiedzę. Jestem gotowa na kolejne wyzwania. Rallycross sporo mnie nauczył. Niestety, ta dyscyplina znów umiera, frekwencja spada. A ja szukam własnej drogi, swojej dyscypliny. Chcę wykonać teraz ogromny krok do przodu. Wiem, że będę jeździć w rajdach, zamierzam teraz wejść do świata jazdy na opis.

Prus
fot. Małgorzata Prus – prywatne archiwum

Debiut w rajdowym świecie

RR: Przejdźmy zatem do rajdów samochodowych. Nastała końcówka 2022 roku. Nagle w serwisie ewrc-results.com pojawia się nowy rekord – nowe nazwisko… Gosia Prus debiutuje na Rajdzie Barbórka. Skoczyłaś na bardzo głęboką wodę.

MP: To była szybka, spontaniczna decyzja. Podczas jednej z rozmów z Piotrem Rucińskim wspomniałam mu, że chciałabym pojechać Barbórkę. Że to moje marzenie. A Piotrek ma głowę pełną pomysłów, to człowiek z ogromną wiedzą, licznymi kontaktami. Stwierdził, że podzwoni, popyta. Pod koniec października wciąż była to strefa marzeń. Oczywiście, ja też dzwoniłam, sprawdzałam ceny wynajmu samochodów. Któregoś dnia Piotr zadzwonił, miał pewien pomysł. Stwierdził, że wie od kogo może wynająć rajdówkę na pierwszą Barbórkę.

Skontaktował się z Igorem Widłakiem, rajdowym Mistrzem Europy kategorii ERC3. Pomoc Igora i ekipy Kompania Górnicza Rally Team okazała się bezcenna. Piotrek wiedział, że ten człowiek ma naprawdę dobre serce. Igor zgodził się dać nam ten samochód za darmo – ja pokrywałam wyłącznie koszt opon, obsługi, logistyki, serwisu. Pomógł nam w tym zespół Vacat Motorsport. Gdy rozmawialiśmy przez telefon to kilka razy pytałam go, czy na pewno chce to zrobić na takich warunkach. Nie mogłam w to uwierzyć. To wydawało się nierealne.

Po raz pierwszy „mojego” Lancera Evo X zobaczyłam jakieś półtora tygodnia przed testami. Przejeżdżałam wtedy przez Kielce, mogłam wsiąść, dotknąć, poczuć. Kiedy sprawdzaliśmy maszynę był to mój pierwszy raz za sterami tak mocnego „czterobuta”, rajdówki z krwi i kości. Miała podtrzymanie turbo, aktywne dyferencjały, profesjonalną „hydrołapę”. Wow… Dlaczego zdecydowałam się na taki start? Gdyby ktoś do Ciebie zadzwonił, zaoferował Ci pomoc, wsparcie i wynajem takiej maszyny całkowicie za darmo, to potrafiłbyś odmówić? Musisz się zgodzić! Czułam się jak mała dziewczynka, spełniały się marzenia. Członkowie zespołu i drużyna Vacatu byli dla mnie niezwykle życzliwi. To znacznie ułatwiło mój debiut.

Z wysokiego „C”

RR: Barbórka to klasyka, prawdziwa legenda… Ten rajd wzbudza niesamowite emocje, nawet u starych wyjadaczy. Co czułaś, kiedy stałaś na pierwszym PKC? To wyzwanie jeszcze zyskało na trudności, w Pruszkowie spadł przecież śnieg…

MP: Tak, zrobiło się już biało… Ze względu na wypadek jednej załogi wszystko mocno się przedłużało. Musiałam pojechać na slicku, do końca zastanawiałam się nad ustawieniami dyferencjału. Stresowałam się – nie wiedziałam, czy uda mi się dobrze pokonać pierwszą beczkę, czy nie przesadzę z hamulcem ręcznym. Wtedy starałam się wyłączyć głowę, nie analizować, nie myśleć zbyt wiele. A gdy przyszła moja kolej, to uruchomiłam procedurę, wklepałam gaz, ogień! Byłam na Barbórce, zrobiłam to. Trzeba było dać z siebie wszystko.

To może zabrzmieć nieco banalnie, ale tuż przed startem dotarło do mnie, iż nie ma rzeczy niemożliwych. Dziewczyna bez budżetu oraz bez rajdowych koneksji znalazła się na starcie. Historia jak z filmu… A teraz miewam identyczne myśli. Boję się, że RSMP jest dla mnie za drogie. Że to za wysokie progi. Ale skoro już raz udowodniłam że mogę, to zrobię to po raz kolejny. Będę na to ciężko pracować. I obiecuję, zobaczycie mnie na starcie Rajdu Śląska!

Po wszystkim miałam wielkie poczucie dumy, spełnienia. Na Facebooku wyświetliło mi się wspomnienie sprzed czterech lat – stałam wtedy na Karowej z moją mamą. I gdzieś po… drugim grzańcu powiedziałam jej, że kiedyś tu będę. Że zobaczy, ja przejadę ten rajd. A ona będzie mi kibicować. Mama skwitowała, żebym najpierw skupiła się na rallycrossie… Zrobiłam to. Choć mama nie zdążyła już tego zobaczyć, ja dotrzymałam danego jej słowa.

fot. Małgorzata Prus – prywatne archiwum

Pamiątka na całe życie

RR: Wielu zawodników marzy o starcie w Barbórce, dąży do finiszu na Karowej. Jakie emocje towarzyszyły Ci w debiucie? Trema, strach, czy „banan” na twarzy?

MP: Na rajdzie byłam bardzo skupiona, było mnóstwo rzeczy do ogarnięcia. „Banan” na ustach pojawił się przed startem, po Pruszkowie, po hopie w Słomczynie. Służewiec był naprawdę ciężki, sporo się działo. Na Bemowie również miałam kilka problemów. Wiesz, jechałam naprawdę asekuracyjnie. Po pierwsze, nie jeździłam nigdy wcześniej na stricte wyczynowej oponie, w rallycrossie korzystamy z budżetowego ogumienia. Z tyłu głowy pojawiały się czerwone lampki mówiące o tym ile kosztuje to Mitsubishi, że będę musiała zapłacić za każde uszkodzenie. Wiedziałam, że nie mogę sobie pozwolić na błąd i chwilę nieuwagi. Auto prowadziło się genialnie. Na treningach wyciskałam z niego siódme poty, tutaj musiałam już uważać. Wiem, że na rajdach jedzie się albo na maksa, albo wcale… Jednak to był mój pierwszy występ, wszystko było tu przesiąknięte skrajnymi emocjami.

Muszę to przyznać, nie mieliśmy też w pełni profesjonalnego opisu. Dopiero się go uczę, więc pojechałam nieco na żywioł. Nie ukrywam, jestem wzrokowcem, wykułam tę trasę. Trochę nauczyłam się u boku Adama Sroki, szpiegowaliśmy dla Marka Roeflera na Rajdzie Świdnickim. Radość na mecie była wielka. Choć szczerze, teraz cieszy to jeszcze bardziej!

Prus zawita do… RSMP?

RR: Rozmawialiśmy o przeszłości, czas na motorsportową… przyszłość. Jak mają wyglądać kolejne, rajdowe miesiące w wykonaniu Małgorzaty Prus? Co szykujesz?

MP: Rajdowo-wyścigowe miesiące. Kontynuuje sezon startów w rallycrossie. Teraz jestem już w Czechach, szykujemy się do kolejnego startu. Będziemy też na Słomczynie, na Torze Poznań, na Słowacji. Nowością będzie wspomniany debiut w Rajdzie Śląska, w RSMP. Tam wystartuję w Mitsubishi Igora Widłaka, tydzień wcześniej pojadę w Tarmac Masters swoim Subaru. Naturalnie, zamierzam też powrócić na tegoroczną Barbórkę. Być może pojawi się także jakaś drobna, driftingowa niespodzianka. Ale na razie nie mogę zdradzić nic więcej…

RR: Co musiałoby się stać, co chciałabyś osiągnąć, abyś mogła powiedzieć kiedyś z czystym sumieniem, że czujesz się spełniona, że po prostu jesteś… szczęśliwa?

MP: Czułabym się szczęśliwa, gdybym za kilka lat wciąż mogła startować. A każdy wyścig, bieg, rajd lub oes sprawiał mi tyle samo radości. Motorsport mnie napędza, rozwija mnie. Chciałabym, aby to nigdy się nie zmieniło. Jestem na etapie wybierania dalszej drogi. Rajd Śląska będzie sprawdzianem – testem, czy to moja ścieżka, czy dam radę. Po Świdnickim byłam niesamowicie zajarana. A w rallycrossie marzy mi się start w Mistrzostwach Europy. Najlepsze fury, mnóstwo kibiców, ogromne wydarzenia – absolutnie światowy poziom. Ale teraz schodzę na ziemię. Żyję Rajdem Śląska, Barbórką, zakończeniem sezonu. Jestem na finiszu w kwestiach instruktorskich, niebawem będę mogła kompleksowo szkolić na torze kolejnych pasjonatów motorsportu. Mam nadzieję, że najlepsze przede mną. Musi tak być!

fot. Małgorzata Prus – prywatne archiwum

Kierunek? Rajd Śląska!

Bohaterka dzisiejszego artykułu przygotowuje się do startów na oesach RSMP, równolegle kontynuując swoją kampanię Mistrzostw Polski Rallycross. Małgorzata wzięła właśnie udział w trzeciej odsłonie cyklu, stając do walki na czeskim, szutrowym torze Sedlcany. Po trzech „biegach” Prus zajmowała wysokie, piąte miejsce, co pozwoliło jej na awans do półfinałów. Niestety, reprezentantka RXM Motorsport zakończyła start na tym etapie, tracąc szansę na finały po kontakcie z jednym z oponentów. W półfinale „A” RWD Cup zajęła szóstą pozycję.

Zachęcamy do zaobserwowania mediów społecznościowych Gosi oraz zasubskrybowania jej kanału na YouTube, na którym wkrótce pojawią się kolejne materiały z jej motorsportowych przygód. Mamy wielką nadzieję, że nie zabraknie filmowej relacji z wymarzonego debiutu w Rajdowych Samochodowych Mistrzostwach Polski. Gosiu, będziemy uważnie sprawdzać listę zgłoszeń na wrześniowy Rajd Śląska. Trzymamy dziś kciuki, abyś pojawiła się w Chorzowie! Po więcej informacji ze świata rallycrossu oraz rajdów zapraszamy Was na rallyandrace.pl.

W Rally and Race cenimy sobie zdanie naszych czytelników. Zachęcamy Was do wyrażania własnych opinii i dyskusji w mediach społecznościowych. Jesteśmy też otwarci na wymianę argumentów. Wspólnie budujmy i wspierajmy społeczność kibiców oraz polski motorsport!