Druga runda Mistrzostw Europy Rallycross odbyła się na węgierskim torze Nyirad. To obiekt dobrze znany i bardzo specyficzny. Wybudowano go w starej żwirowni, charakteryzuje go duża różnica wysokości, pomarańczowy szuter i praktycznie brak stref wypadowych. Mimo takiej charakterystyki jest on jednym z ulubionych torów wielu kierowców, w tym również dla Damiana Litwinowicza.
Polski zespół czyli Damian wspierany przez Automax Motorsport chciał się pokazać z jak najlepszej strony po odpadnięciu w ćwierćfinałach na pierwszej rundzie sezonu. Mimo, że było to spowodowane atakiem rywala, to jednak uniemożliwiło to przejście do kolejnego etapu.

Nyirad wyraźnie sprzyjał temu, aby plan zrealizować. Damian Litwinowicz notował czasy, które dawały mu szóste / siódme miejsce w generalce SuperCars. Wszystko szło dobrze, aż do 4 kwalifikacji gdzie ukręciła się półoś. Zespół szybko uporał się z awarią. Ćwierćfinały poszły już sprawnie. Niestety skład na wyścig pół finału bardziej przypominał finały całych zawodów. Damian trafił na Kristofferssona i Christiana Veiby z KMS, a także Patrick O’Donovan i Juha Rytkönen. To kompletu zabrakło tylko Bakkeruda. Skład godny finału. Jak to mówią w losowaniu grup piłkarskich, Damian trafił do „grupy śmierci”. Klasyfikacja poukładała się według mocy pojazdów, Polak musiał liczyć na pecha rywali co niestety się nie wydarzyło. Audi minęło linię mety na czwartym miejscu. Rywalizacja zakończyła się więc w półfinałach co dało 8 pozycję w klasyfikacji końcowej zawodów.

Damian Litwinowicz: „Generalnie weekend teoretycznie był bardzo udany. Zająłem praktycznie maksymalne miejsce, które byłem w stanie, bez dużej dawki szczęścia. Tempo było bardzo równe i dobre. Nie odstawałem od czołówki i jestem zadowolony finalnie z przebiegu weekendu. Niestety urwana półoś pokrzyżowała bardzo dobry wynik w czwartej kwalifikacji. Pech mnie nie opuszcza bo urwała się półoś, chociaż była praktycznie nowa. W półfinale zająłem czwarte miejsce. To był bardzo ciężki półfinał, bo z dwoma samochodami KMS, do których kompletnie nie ma podejścia i z kolejnym bardzo mocnym samochodem z SET Promotion. Także zająłem maksymalne miejsce, które mogłem.
To był ostatni wyścigowy weekend w tym sezonie. Mam nadzieję, że nie ostatni w mojej karierze. Zobaczymy co będzie dalej. Na pewno w tym sezonie nie pojawię się już na starcie Mistrzostw Europy. Walka o czołowe miejsca moim autem w obecnej specyfikacji niestety nie jest możliwa.”

Mimo dobrego wyniku w Nyirad i równego tempa Damian podtrzymał decyzję o wycofaniu się z tego sezonu Mistrzostw Europy. Mocna konkurencja wymaga znacznie większego nakładu finansowego w auto, które i tak jest już na granicy swoich technologicznych możliwości. Audi S1 królowały na torach kilka lat temu, na początku programu Mistrzostw Świata rozwijane były w zespole EKS. Po rezygnacji zespołu EKS ze startu w WRX rozwój w klasie SuperCars jest szedł dalej, a Audi zaczęły tracić dystans. Jest jeszcze druga ewolucja modelu Audi, ale ona również nie jest na tyle szybka, aby myśleć o równej walce z czołowymi zespołami. Bazowanie na szczęściu, a dokładnie na pechu rywali, nie ma sensu ze sportowego punktu widzenia.
„To był udany weekend. Myślę, że to był maksymalny wynik na nasze możliwości. Mam nadzieję, że to nie koniec mojej kariery, tylko po prostu pewna przerwa. Powrót ma sens jedynie w samochodzie, w którym mam jakąkolwiek szansę walczyć o zwycięstwo. Na pewno nie jest to mój samochód. Rozwój Audi jest bardzo ciężki i dość mocno ograniczony. To czyni dalszą rozbudowę kompletnie nieopłacalną pod względem finansowym i oczekiwanych efektów.
Bardzo, bardzo dziękuję wszystkim kibicom, którzy pojawili się teraz na torze. Dałem z siebie naprawdę tyle, ile mogłem. Mam nadzieję, że do zobaczenia jeszcze nie raz na torach rallycrossowych. Bo powiem szczerze, że wyścigi płaskie, czy rajdy to nie moja bajka. Rallycross jest idealnie skrojony pode mnie i nie widzę siebie kompletnie w żadnej innej dyscyplinie na ten moment. Ale może, może kiedyś w przyszłości.” – podsumował Damian Litwinowicz











