Pod koniec roku padł strach na posiadaczy aut rajdowych “zgodnych ze sztuką”, czyli z klatką bezpieczeństwa oraz homologowanymi pasami i fotelami. Zapowiedziano bowiem zmiany w przepisach, które jeszcze bardziej utrudnią, i tak już skomplikowane zdobycie przeglądu dla auta sportowego. Jak wygląda aktualnie sytuacja?

Nie jest tajemnicą, że zgodnie z rajdową sztuką nie oznacza zgodnie z polskimi przepisami. Co roku jest ten sam problem z szukaniem „normalnego” diagnosty, który zna problem polskiego prawa. Zamiast uregulować tą dziwną sytuację, pod koniec roku 2020 zapowiedziano zmiany w przepisach, które jeszcze bardziej utrudnią zdobycie przeglądu dla auta sportowego.

Przegląd techniczny auta rajdowego – o co chodzi w nowych przepisach?

Otóż każde badanie ma być wzbogacone o zdjęcia pojazdu. Więc nie da się już ukryć, że samochód ma klatkę, lub miał ją wstawioną po dniu badania, szczególnie jeśli będzie ona biała lub innego jasnego koloru. To oznacza, że według aktualnych przepisów praktycznie żadne auto sportowe nie przejdzie przeglądu – nawet jeśli ma pełną dokumentację sportową. Auta te nie posiadają tego w dokumentach drogowych, ale nie z lenistwa właścicieli tylko strachu diagnostów i urzędników, którzy boją się podpisać pod takimi dokumentami. I tak koło się zamyka.

Przegląd techniczny auta rajdowego – jak to obecnie działa?

Diagnosta, który wie co to motorsport, normalnie sprawdza auto i oficjalnie jeśli nie ma usterek robi przegląd auta seryjnego. Bo są to przeważnie pojazdy dofinansowane i nie ma tutaj problemów z dziurawymi progami czy olejem cieknącym z silnika i skrzyni. Później w razie kontroli w oficjalnej wersji podaje się, że rajdowe gadżety zostały dodane po terminie przeglądu. Także w codziennej eksploatacji w większości przypadków policjanci, jeśli nie są złośliwi, a przeważnie nie są o ile takim autem nie „upalamy” po nocy na osiedlu. Znają problem i mandat możemy dostać co najwyżej za naklejkę tablicy rejestracyjnej zamiast „blachy”, czy zabrany dowód rejestracyjne za opony bez homologacji drogowej.

Przegląd techniczny auta rajdowego – za granicą nie ma takich cyrków

W innych krajach przegląda auta z klatką i kubłami jest legalne, ale nie w Polsce. W naszym kraju importuje się losowe przepisy z różnych krajów, które akurat pasują obecnej linii myślowej władzy i próbuje się wrzucić w polskie realia. Efekty są mizerne, a w przypadku aut sportowych są żadne. Pisma wysyłane przez PZM i inne instytucje z propozycjami zmian i poprawek błąkają się od urzędu do urzędu, aż wszyscy o nich zapomną. Brak mocnego poparcia politycznego powoduje wieczny niebyt wszelkim takim próbom.

Przegląd techniczny auta rajdowego –  to tylko odroczenie, czy ktoś pójdzie po rozum do głowy

Na szczęście przepisy złapały opóźnienie. Więc nowe problemy oddaliły się w czasie. Niestety nie jest to czas odległy. Bo z tego co ustaliliśmy próby wdrożenia zdjęć do przeglądów będą ponowione już w połowie tego roku, a nie na początku 2022. Obecna sytuacja to po prostu niedostosowany system do przyjmowania zdjęć, oraz brak wytycznych ile tych zdjęć, jakie ujęcia i w jakiej rozdzielczości.

Wygląda na to, że parcie na wdrożenie nowego rozwiązania jest duże, więc pesymistyczne informacje z różnych źródeł mówią, że może już w maju zdjęcia będą obowiązkowe przy badaniu. O co w tym chodzi? Mianowicie na polskich drogach jest pełno aut w stanie agonalnym. To kolejna próba ukrócenia przedłużania żywota aut niesprawnych technicznie. Oczywiście, jak zawsze problem jest rozwiązywany ze złej strony, bowiem nikt nie chce jeździć złomem, każdy woli nowe i ładne auto. Ale nie każdego na takie stać, albo nieświadomie zakupili „ulepa” z zagranicy, a handlarz unika odpowiedzialności. Takie są krajowe realia, po zakupie auta jesteś zdany tylko na siebie. Więc ludzie kleją co mają i w drogę, zagrażając sobie i innym użytkownikom dróg. Z drugiej strony konkurencja wśród stacji jest na tyle duża, że wielu diagnostów nie chce „zniechęcać” do siebie zbyt literalnym podejściem do przepisów. Jeśli rozniesie się opinia, że stacja „odrzuca” za to za co, de facto powinien dyskwalifikować, to kierowcy pojadą do sąsiada.

Przegląd techniczny auta rajdowego – jak zwykle nikt nie pomyślał o sporcie motorowym

Niestety, polski sport motorowy dostanie rykoszetem po wprowadzeniu tych przepisów. Może ugramy jeszcze kilka miesięcy lub kolejne pół roku, jak ponownie nie uda się przygotować systemu teleinformatycznego, ale prędzej czy później nowe wytyczne zostaną wprowadzone. Najgorzej będą mieli posiadacze aut z przeglądami w pierwszych tygodniach wdrożenia systemu. Wszyscy będą mieć obawy, więc wszelkie ulgi nie przejdą. „Życie” na pewno sobie poradzi, ale będzie potrzeba na to czasu. Na pewno nie ma co liczyć na legalizację aut sportowych. Żadne lobby nie ma w tym interesu. Musimy ponownie radzić sobie sami licząc na normalne podejście diagnosty czy policjanta kontrolującego auto.