Solberg liderem po chaotycznym i dramatycznym czwartku Rajdu Monte Carlo

Fot. TGR WRT / McKlein

Czwartkowy wieczór w Alpach Francuskich przyniósł wszystko, z czego słynie Rajd Monte Carlo – śnieg, lód, gęstą mgłę, deszcz, mróz i jazdę w kompletnej ciemności. Z ekstremalnych warunków najlepiej wybrnął Oliver Solberg, który po trzech odcinkach specjalnych objął zdecydowane prowadzenie w rajdzie.

Kierowca Toyoty Gazoo Racing zbudował swoją przewagę przede wszystkim na legendarnym oesie Esclangon / Seyne-les-Alpes. Próba rozgrywana w całości po zmroku, na nawierzchni pokrytej breją pośniegową, lodem i śniegiem, kompletnie przetasowała stawkę. Solberg pojechał tam w znakomitym stylu, wygrywając odcinek z gigantyczną przewagą 31,1 s nad rywalami.

„Boże, to było najbardziej szalone, co zrobiłem w swoim życiu. Na początku jechałem naprawdę źle, ale gdy pojawił się śnieg, pomyślałem, że po prostu spróbuję pojechać na maksa” – przyznał Szwed.

Po trzech oesach Solberg prowadził z przewagą 44,2 s nad zespołowym kolegą Elfynem Evansem. Walijczyk rozpoczął rajd najlepiej, wygrywając otwierający, mokry odcinek Toudon / Saint-Antonin, jednak dramatyczne warunki na drugiej próbie zepchnęły go na drugą pozycję.

Jeszcze więcej chaosu przyniósł finałowy oes dnia – Vaumeilh / Claret 1. Gęsta mgła ograniczyła widoczność niemal do zera i po przejeździe zaledwie siedmiu załóg odcinek został przerwany ze względów bezpieczeństwa. Pozostałym zawodnikom przyznano czasy umowne. Wśród tych, którzy zdążyli ukończyć próbę przed neutralizacją, najszybszy był Sébastien Ogier. Obrońca tytułu awansował dzięki temu na trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej, choć do lidera tracił już ponad minutę.

„To niesamowite – niesamowity początek. Muszę teraz trochę odetchnąć, bo to była najtrudniejsza noc w moim życiu. Było to ogromne wyzwanie, ale też świetna zabawa” – podsumował Solberg na mecie dnia.

Za duetem Toyoty solidnie zaprezentował się Thierry Neuville, który po słabym i nerwowym pierwszym oesie odbudował tempo i zakończył dzień na czwartej pozycji. Adrien Fourmaux uplasował się tuż za czołówką, mimo że na trzecim odcinku na moment wylądował w rowie – we mgle momentami trudno było nawet dostrzec przebieg drogi.

Jedną z największych sensacji czwartkowego wieczoru był występ Jona Armstronga. Debiutant w samochodzie Rally1 z zespołu M-Sport Ford uzyskał trzeci czas na oesie Esclangon / Seyne-les-Alpes i zakończył dzień na piątym miejscu w klasyfikacji generalnej, mimo drobnego przestrzelenia i kontaktu z nasypem pod koniec etapu.

Takamoto Katsuta przyjął znacznie bardziej zachowawczą strategię i po dramatycznym wieczorze zajmował siódme miejsce, koncentrując się przede wszystkim na przetrwaniu. Za nim plasował się Grégoire Munster, który mimo problemów ze wspomaganiem kierownicy utrzymał ósmą pozycję. Dziewiąty był Hayden Paddon w Hyundaiu, a czołową dziesiątkę uzupełniali liderzy WRC2 – Eric Camilli i Léo Rossel.

Ekstremalne warunki zebrały też swoje żniwo. Już na drugim odcinku z rajdem pożegnali się Sami Pajari oraz Josh McErlean, którzy wypadli z trasy w bardzo trudnych warunkach.

Jarosław Kołtun z Ireneuszem Pleskotem plasują się w pierwszej dziesiątce WRC2 Challenger, a Błażej Gazda i Michał Jurgała są drudzy spośród wszystkich startujących autami Rally3.

Czwartkowy wieczór potwierdził, że Monte Carlo po raz kolejny nie wybacza najmniejszych błędów, a prawdziwa walka o zwycięstwo dopiero się rozpoczyna.

Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami ze świata motorsportu, obserwuj serwis RALLY and RACE w Wiadomościach Google.