5 runda Mistrzostw Polski Rallycross to powrót na Autodrom Słomczyn. Po Sosnovej i dwóch rundach na nowym obiekcie w Poznaniu czas na klasyk. Mimo, że cały pandemiczny sezon 2020 odbył się w Słomczynie to trzy rundy „na wyjeździe” wystarczyły, aby się już lekko stęsknić.

Na starcie stanęło 90 zawodników, ale w wyższych klasach pojawiły się zauważalne braki w frekwencji. Jedynie klasa Seicento Cup (37 zgłoszeń) i RWD Cup (35 zgłoszeń) nie zmiennie cieszy się ogromną popularnością. Jest to idealny sposób na relatywnie tanie spróbowanie tego co oferuje rallycross.

Zobacz też: Tanie bazy na rajdówkę

Niestety w klasach wyższych pojawiło się lekkie spustoszenie. Awarie i kolizje terminów zrobiły swoje. Zabrakło kierowców oponeo, którzy rywalizowali na Mistrzostwach Europy w Rydze, a Marcin Wicik nadal nie uporał się z awarią po pierwszym Poznaniu. Nowością i małą niespodzianką miał być debiut Michała Kuny w Mitsubishi Lancer w SuperCars Light jednak awaria silnika podczas testów przekreśliła szansę na start w ten weekend.

Odczarowany finał i zaciśnięcie klasyfikacji sezonu

Michał Wrzosek wreszcie bez problemów | fot. Michał Kondrowski

W klasie najmniejszych, ale chyba najbardziej walecznych aut, czyli Seicento Cup, Michał Wrzosek przełamał pecha z poprzednich rund. Dotychczas kończył soboty jako lider lub w czołówce, a w niedzielę pech i splot wydarzeń zaprzepaszczał wynik. Tym razem udało się wywalczyć upragniony puchar i dogonić rywali w tabeli.

Drugi w Słomczynie był Łukasz Grzybowski, który rozkręcił się na dobre w tym sezonie i zwycięstwem w Poznaniu i drugim miejscem w Słomczynie nadgonił pierwszą część roku i plasuje się już na drugiej pozycji w klasyfikacji.

Liderem punktacji jest Bartłomiej Mirecki, który trzecim miejscem w Słomczynie wzmocnił swoją przewagę punktową. Pech, który opuścił Wrzoska uderzył z podwójną siłą w Roberta Kabata. W sobotę dachowanie i poważnie wyglądające uszkodzenia pojazdu. Na szczęście serwis uporał się z naprawę i Robert wrócił do walki. Mimo straty jednej kwalifikacji i pogniecionego auta udało się dostać do półfinału i awansować do finału.

Niestety, kiedy już było dobrze w finale żółte Seicento ugrzęzło w piaskowej pułapce. Wielka szkoda bo to był bardzo wyczerpujący weekend dla zawodnika i dla zespołu. Na szczęście w klasyfikacji utrzymał się w czołówce na trzecim miejscu. A różnica pomiędzy drugą, a czwartą pozycją to zaledwie 2 punkty.

Robert Kabat walczył do końca, zatrzymała go dopiero pułapka żwirowa

Przerwana dominacja – wszyscy na Frydrycha, Frydrych na wszystkich

W RWD CUP udało się przerwać dominację Jarosława Frydrycha, który rozpoczął sezon od trzeciego miejsca, a później rozpoczął pasmo zwycięstw. Rękawicę podjął Mariusz Szczepański, który tryumfował na początku w Słomczynie, a później musiał godzić się z miejscami dalszymi niż pierwsze, przebite opony w finałach również nie pomagały. Więc nie gdzie indziej jak w Słomczynie plan był na odzyskanie miejsca na podium.

Mariusz Szczepański zaryzykował i objął prowadzenie | fot. Michał Kondrowski

W finale Szczepański postawił wszystko na jedną kartę i zaatakował. Przez trzy pierwsze zakręty trwała próba sił Frydrych vs Szczepański kto obejmie pozycję lidera. Na prowadzenie wysunęło się czarne BMW, a Frydrych zaryzykował Joker Lapa na kolejnym okrążeniu uciekając przed atakami Igora Sokulskiego. Jednak na wyjściu dostał się pod zderzak Dariusza Krupy i czekała go kolejna batalia. Mariusz bezpiecznie wykonał Joker Lapa i minął linię mety jako pierwszy. Frydrych przebił się na drugie miejsce, a trzeci finiszował Oliwier Dobrowolski, który najlepiej wybił się z goniącej stawki korzystając, że lider klasyfikacji był na celowniku pozostałych.

Walka bez brania jeńców i taktyczne finały

SuperNational podczas 5 rundy był mocno osłabiony. 10 aut to w tej klasie nie wiele, ale za to pojawiła się szansa na punkty więc walka bok w bok i pogięte błotniki wisiały w powietrzu. Jakub Kowalczyk po wygranych kwalifikacjach rozpoczął półfinał od objęcia prowadzenia. Zapowiadało się na powtórkę niestety awaria przekreśliła plany na podtrzymanie dobrej passy.

Jakub Kowalczyk wygrał kwalifikacje, ale przegrał z awarią w finałach | fot. Michał Kondrowski

Walka w całej klasie przepadła, ale w SN2000, aby zdobyć małe punkty za sam start w finale, Kuba ruszył „na awaryjnych” i zjechał z toru. Łukasz Tyszkiewicz rywalizujący z nim w SN2000 spokojnie dotoczył się do mety, aby oszczędzić auto na finał główny. Jakub Iwanek w ogóle nie pojawił się w finałach po awarii silnika.

Halk przebudzenie, czyli zmiana lidera w niedzielę | fot. Michał Kondrowski

Półfinały i finały SuperNational to powrót Halka z końca tabeli. Suche warunki wyraźnie mu podpasowały i po zwycięstwie w SN2000+ podtrzymał dobrą passę na finał główny. Musiał tylko wytrzymać ataki od Jana Ratajskiego, który okazał się jego głównym rywalem do zwycięstwa. Kierowca BMW presję wytrzymał i dowiózł pierwsze miejsce do mety. Ratajski był tak zapatrzony w zderzak Halka, że na koniec jeszcze w niego wjechał, na szczęście bez konsekwencji i uszło mu to płazem.

Do finału głównego wszedł również Gigi, który startuje cały czas rezerwowym autem po awarii swojego BMW na pierwszym Poznaniu. Startując zastępczym samochodem zaliczył bardzo dobry start i po kłopotach Łukasza Zolla i Łukasza Tyszkiewicza awansował na trzecią pozycję i najniższy stopień podium. Starcie Łukaszów Zolla i Tyszkiewicza wisiało w powietrzu, kierowcy trafiali na siebie niemal przez wszystkie wyścigi, a rozstrzygnięcie musiało przyjść w finale. Niestety po przepychance, Łukasz Zoll został na zakręcie, a Łukasz Tyszkiewicz uszkodził tylne zawieszenie w Astrze. Tym sposobem rywale odjechali. Na pocieszenie zostały puchary w poszczególnych klasach pojemnościowych w SuperNational, oraz w przypadku Łukasza Tyszkiewicza, dzięki małym punktom, awans w klasyfikacji całej klasy na pozycję wicelidera za Jakubem Kowalczykiem.

Łatwe punkty dla Staniszewskiego

Pod nieobecność głównych rywali Zbigniew Staniszewski miał ułatwioną drogę po punkty do klasyfikacji sezonu. Zespół mógł pozwolić sobie na spokojniejszą jazdę i dotarcie starszych opon. A walka odbywała się w zasadzie z tyłu.

fot. Michał Kondrowski | rallyart.pl

Kierowcy SuperCars Light zmierzyli się dwukrotnie w finałach, raz w swoich i raz w SuperCars. W swojej klasie doszło do kluczowych rozstrzygnięć bo do głównego finału kilku zawodników już nie dotrwało. Na starcie doszło do kontaktu pomiędzy Manejkowskim, a atakującym po zewnętrznej Idźkowski. W efekcie Lancer Bartka stracił przód i przebił oponę. To zaprzepaściło szansę na walkę o zwycięstwo i uszkodzenia nie pozwoliły na start w klasie SuperCars.

Bartosz Idźkowski po pożarze w Poznaniu, ponownie pechowo w finale

Maciej Manejkowski zwyciężył w swojej klasie i finiszował drugi w SuperCars za Staniszewskim. Szansę wykorzystał Michał Peterlejtner i zgarnął podium za drugie miejsce w SC Light i trzecie w SC.

CrossKart – Zmiana warunków, zmiana lidera

Mateusz Koselski ucieka w finale | fot. Michał Kondrowski

W klasie CrossKart doszło do zmiany lidera. W sobotę na mokrej i deszczowej trasie idealnie czuł się Maciej Laskowski. Mimo braku szyb i przyjmowania całego błota na kombinezon to jego ulubione warunki. Było to widać po czasach. Sobotnie kwalifikacje zgarnął właśnie Maciej Laskowski.

Jednak niedzielna przesychająca trasa to szansa dla Mateusza Koselskiego. I ponownie potwierdziło się to w wynikach. Poranny wyścig minimalnie wygrał Koselski, a finał, który odbył się już niemal w suchych warunkach wygrał ponownie już z większą przewagą. Maciej Laskowski próbował gonić, ale w tych warunkach nie udało się powtórzyć wyniku z soboty. Trzecie miejsce niemal pewnie zajmował Tomasz Kijanowski, jednak problemy z pracą silnika w finale otworzyły szansę awansu dla Mariusza Andrycha, co kierowca białego bolidu wykorzystał i wskoczył na najniższy stopień podium.

Nowy projekt relacji Live

Zawody były relacjonowane na żywo do internetu. Tego wyzwania podjął się zespół HandBrake Media. To był ich debiut w tej roli i wszystko było owiane tajemnicą do dnia zawodów. W weekend odbyła się premiera projektu, ale też jednocześnie próba generalna. Efekt można było zobaczyć na żywo i w archiwum. Każda kolejna próba wejścia na żywo była coraz lepsza, mimo że warunki pogodowe nie oszczędzały zarówno ludzi jak i sprzętu. Zebrane doświadczenie pozwoli na poprawę relacji na kolejnych zawodach. Trzymamy kciuki, aby udało się w pełni zrealizować ten projekt.