Droga po tytuł w Mistrzostwach FIA CEZ wiedzie przez wiele obiektów w Europie wschodniej. A na poczatku tej drogi jest Tomasz Łyszkowicz czyli Halk. W miniony weekend odbyła się runda na torze Greinbach w Austrii. Nie duży obiekt, ale w swojej historii ma organizacje rund Mistrzostw Europy.

Nowością dla Halka jak i reszty polskich kierowców była pełna pętla asfaltowa w zasadzie bez szutru który jest przecież normą w rallycrossi. Trzeba było więc dostosować się do nowych warunków. Konkurencja była obeznana z trasą i rywale byli również nastawieni bojowo.

fot. Michał Leszczyński

Sobotni start w Mistrzostwach Austrii, dzień przed zawodami CEZ zakończył się już z pierwszymi siniakami, ale także z cennym doświadczeniem bo obiekt jest bardzo specyficzny, w całości asfaltowy i w zasadzie tylko z jednym skrętem w prawo, a tak cały czas kierowcy skręcają w lewo.

Zobacz także: Polskie podia na asfaltowej rundzie CEZ w Greinbach

„Oczywiście nie wszystko poszło zgodnie z planem i zupełnie bez naszej winy zostaliśmy po starcie zepchnięci na wielki baobab z opon który poczynił ogromne uszkodzenia auta i przede wszystkim bardzo duże nerwy, które nie pomagały w dalszej części rywalizacji tego dnia. Niestety nie trafiliśmy z idealnymi ustawieniami bo nasze auto ma specyfikację rallycross a nie wyścigowa i musieliśmy przystąpić do półfinałów i finałów w sobotę wiedząc, że ustawienia auta powinny być zupełnie inne, a my nie możemy nic więcej zrobić. Jednak na koniec dnia po zajęciu 4 miejsca w finale byliśmy pozytywnie nastawieni na prawdziwa cześć rywalizacji która miała nastąpić w niedzielę.” skomentował Halk.

fot. Michał Leszczyński

Podczas głównej części weekendu polski zespół Tomka borykał się z tym samym problemem co wszyscy nasi kierowcy czyli wyjątkowo wysoką temperaturą. Były to pierwsze gorące zawody w tym roku więc jeśli miały nadejść problemy z przegrzewaniem się silnika to nadeszły właśnie teraz. A konkurencja nie wybaczała błędów.

Zobacz także: Crash & Action CEZ Rallycross Greinbach [wideo]

„Niedzielna rywalizacja była jeszcze bardziej zacięta i pokazała nam iż nie ma słabych zawodników , bardzo małe różnice czasowe między zawodnikami powodowały iż najmniejszy błąd, walka o pozycje albo przegrany start , skutkował spadkiem o wiele pozycji. Ponadto zaczęło się robić bardzo ciepło i powróciła stara awaria przegrzewającego się silnika co w efekcie wprowadzało silnik w tryb awaryjny. ” dodał Halk

fot. Michał Leszczyński

Walka trwała dalej, trzeba było się dostosować. Mocy i woli walki nie zabrakło. Więc pół finał i finał był w zasięgu polskiego BMW. Pech przyszedł jak na złość na finałowym okrążeniu, a wyjaśni Wam to sam kierowca:

„Po bardzo zaciętej walce w półfinale udało się nam awansować do finału w którym wiedzieliśmy że łatwo nie będzie. Bardzo równa jazda w finałowym biegu pozwalała nam myśleć nawet o podium. Ale niestety na ostatnim okrążeniu przegrzany silnik wprowadził auto w tryb awaryjny i straciliśmy połowę mocy. Nie wystarczyło to na walkę o podium a bardzo agresywnie zamykający nas zawodnik z Austrii zepchnął nas na bandę, powodując widowiskową stratę pozycji, i następne uszkodzenia naszego auta.

fot. Michał Leszczyński

5 pozycja na koniec dnia to było wszystko co mogliśmy osiągnąć. Zawody te pokazały nam ile jeszcze jest pracy przed nami i jak dużo musimy jeszcze modyfikować auto i swoja jazdę, a przede wszystkim musimy popracować nad zwiększeniem budżetu na ten sezon bo przy takim poziomie rywalizacji wszystko musi być przygotowane perfekcyjnie.” – podsumował Halk