Wyścigi gwiazd w 2000-konnych hiperautach w 2024 roku?

Fot. Elite World Cup

Na horyzoncie pojawiła się właśnie nowa seria wyścigowa. W Johannesburgu zaprezentowano cykl nazwany Elite World Cup, w którym gwiazdy sportu motorowego mają rywalizować w 2000-konnych hipersamochodach.

Założycielami nowej serii jest trójka czołowych graczy w dawnej A1 Grand Prix – menedżer cyklu Stephen Watson oraz szefowie zespołów z Chin i RPA – Liu Yu i Tokyo Sexwale. Nic dziwnego, że ich nowy projekt w wielu aspektach przypomina „puchar świata sportów motorowych”.

Podobnie jak w A1 Grand Prix, wyścigi Elite World Cup mają odbywać się w okresie od września do marca, gdy większość serii będzie w okresie przerwy międzysezonowej. Stawka ma się też składać z zespołów narodowych – to koncept, który kilkanaście lat temu był nowy i trudny do przyjęcia, lecz środowisko wyścigowe otworzyło się na niego w ostatnim czasie, głównie za sprawą sukcesu Igrzysk Sportu Motorowego FIA Motorsport Games. Wszyscy mają też rywalizować w identycznych samochodach.

Wybranym przez organizatorów modelem jest Lotus Evija – elektryczny hipersamochód o mocy 1500 kilowatów, czyli ponad 2000 koni mechanicznych. To niemal dwa razy tyle, co współczesne samochody Formuły 1 i pięć razy tyle, co auta elektrycznej Formuły E.

Choć produkcja modelu drogowego ma być ograniczona do 130 egzemplarzy, organizatorzy Elite World Cup chcą zbudować aż 50 wersji wyścigowych, z czego 36 na debiutancki sezon 2024/2025. To bardzo odważne założenie, bowiem żaden z klientów nie otrzymał jeszcze swojej Eviji, choć produkcja miała ruszyć już w 2020 roku.

Organizując swój sezon zimą, organizatorzy chcą przyciągnąć gwiazdy z różnych dyscyplin sportu samochodowego.

„Puchar nie bez powodu nazywa się Elite. Zaangażujemy i zaprosimy doświadczonych międzynarodowych kierowców wyścigowych, którzy startowali w Formule 1, IndyCar, NASCAR, WRC i im podobnych. Chcemy mieć kierowców i zespoły o ugruntowanej pozycji, którzy reprezentowali swoje kraje w różnych prestiżowych mistrzostwach na całym świecie” – wytłumaczył Watson.

Pierwszy sezon ma składać się z ośmiu rund z udziałem 18 zespołów, natomiast w kolejnych latach seria ma organizować przynajmniej 10 rund ze stawką 25 ekip. Format zawodów będzie unikalny – weekend ma składać się z 40-minutowego sprintu z jednym pit-stopem i 80-minutowego wyścigu głównego z trzema zjazdami do boksów. Kierowcy nie będą jednak zmieniać się w samochodzie – gdy pierwszy zawodnik zjedzie do garażu, jego zmiennik wyjedzie na tor w drugim aucie. Podobne rozwiązanie stosowano w pierwszych sezonach Formuły E, zanim było możliwe przejechanie całego wyścigu na jednej baterii – tam jednak jeden kierowca przesiadał się do drugiego samochodu w połowie dystansu.

Trudno jest przewidzieć, czy seria dojdzie w ogóle do skutku, biorąc pod uwagę przykład niedoszłej Electric GT Championship, gdzie miały być wykorzystywane Tesle. Poza Formułą E, elektryczne wyścigi ograniczają się do małych samochodów o względnie małej mocy i krótkich wyścigów sprinterskich, a rywalizacja hipersamochodów to niesprawdzony pomysł. Ryzyko z tym związane obrazuje także nagłe przerwanie Rallycrossowych Mistrzostw Świata. Założyciele wierzą jednak, że sukces zapewnią im popularni kierowcy, dla których kibice będą chcieli wypełnić trybuny. Czy jednak ci dadzą się namówić na starty? Czas pokaże.