Upalam legalnie. Torów nie brakuje, brakuje chęci

2510
Kadr z którejś kolejnej części "Szybcy i wściekli"

Zgodnie ze schematem, po każdym większym i tragicznym wydarzeniu drogowym wraca jak bumerang temat bezpieczeństwa na drodze. Eksperci w telewizji i interneczie przerzucają się argumentami, a policja robi kilka nalotów na zloty. Później wszystko wraca do normy, aż do kolejnej drogowej tragedii.

Prawdą jest, że chęć rywalizacji i ścigania jest z człowiekiem od zawsze. Ściganie jest obecne wszędzie i wszystkim: konie, psi zaprzęg, rowery, łodzie, motory, samochody, ciężarówki. Po asfalcie, piachu, śniegu czy lodzie. Czy samochody będą spalinowe, czy elektryczne to chęć do rywalizacji nie zniknie. To jest naturalne, a tym bardziej pośród młodzieży, w której buzuje adrenalina.

W Polsce nie ma torów. Bzdura!

Pojawia się słynny argument, że w Polsce nie ma gdzie legalnie ścigać się samochodami, torów nie ma, albo jest ich za mało. Jednak nie jest to do końca prawda. Owszem obiektów sportowych nie mamy zbyt dużo, ale w obrębie większości głównych miast znajdują się mniejsze lub większe obiekty. Tory nie mają łatwo, bo przegrywają z zakusami deweloperów czy padają ofiarą kuriozalnych oskarżeń o hałas, ale to temat na osobny materiał.  Poza samymi typowymi obiektami są jeszcze imprezy amatorskie typu rallysprint na zamkniętych i wydzielonych terenach. Tak naprawdę niemal w każdy weekend jest okazja, aby się gdzieś ścigać. Dodatkowo obiekty w tygodniu organizują dni treningowe, gdzie można wjechać swoim cywilnym autem i się wyszaleć. Wymagany jest tylko kask. Tory same kreują swoją politykę dni otwartych, ponieważ nie ma odgórnych zasad prawnych czy na poziomie PZM.

Można jednak mieć też realny wpływ na mapę torów w kraju. Idealnym przykładem jest tor Wschodzący Białystok. Obiekt powstał z …. budżetu obywatelskiego. Można? Można. Czy nie jest to dobre rozwiązanie na przyszłość, żeby dać się młodzieży wyszaleć z dala od ulic. Czy to nie lepsze rozwiązanie niż kolejny pomnik, elegancka brama czy wybieg dla kotów? Obiekt w Białymstoku ma minimalną infrastrukturę, ale to wystarczy. Jest w lesie obok lotniska, więc z hałasem nie ma problemów, bo już głośne są tam samoloty, dla lotniska to bez znaczenia.

Inny przykład to uczelnia UTH, która wynajmuje dla swoich studentów raz w tygodniu kilka godzin na Autodromie Słomczyn. Mogą wtedy przetestować swoje auta, czy po prostu pobawić się za kółkiem, dać ujść rozpierającej ich energii, w bezpiecznych warunkach pod okiem służb bezpieczeństwa.

Można zastosować jeszcze prostsze rozwiązanie od torów, jak np. stare nieużywane już lotniska, gdzie asfalt lub betonowe płyty są po horyzont. Tak jak to robi np. Ułęż. Można rozwinąć naprawdę wysokie prędkości i sprawdzić zwartość swoich pośladków. I nadal robi się to wszystko w stosunkowo bezpiecznych warunkach.

Jak to wygląda w praktyce

Specjalnie na potrzeby tego materiału, zadzwoniliśmy na kilka obiektów z numeru telefonu niekojarzącego się z naszą redakcją, aby sprawdzić, jakie jest podejście do osoby, która chce sobie po prostu „poupalać” własnym autem. I tak naprawdę nigdzie nie zostaliśmy zbyci. Oczywiście trzeba się dopasować do terminarzy. Jednakowo zarówno Autodrom Słomczyn, Autodrom Jastrząb, Tor Modlin, Tor Kielce, Tor Łódź mają w swojej ofercie dni treningowe wybiegające także poza weekendowe wydarzenia. A duże tory typu tor Poznań czy Silesia Ring organizują lub goszczą różne imprezy, do których można dołączyć. Minusem jest to, że nie praktykuje się, tak jak na zagranicznych torach, stałych godzin otwarcia.

Polska to biała plama w szkoleniach kierowców

Polscy kierowcy na starcie swojej kariery nie mają żadnych umiejętności poruszania się pojazdem z większymi prędkościami, czy nawet większymi obrotami silnika. Nie wspominając o sytuacji utraty przyczepności, czyli poślizgu. Puszczanie recydywistom zdjęć i filmików z wraków z rozczłonkowanymi ciałami ma taki sam sens jak pokazywanie palaczowi zniszczonych płuc czy zdjęć zapełnionych oddziałów onkologicznych. Niestety świadomość i umiejętności kierowcy muszą zdobywać we własnym zakresie. Teraz od rozsądku zależy czy będą to robić na ulicy, co jest najprostszym rozwiązaniem, czy zadadzą sobie minimum trudu, aby wyszukać w internecie gdzie i kiedy są jakieś rallysprinty czy trackday’e. Niestety stawianie na rozsądek nie działa, bo nie idzie za tym tylko chęć jazdy pod kontrolą, ale także dreszczyk emocji w postaci nocnych wyzwań rodem z serii kinowej pt. Szybcy i Wściekli.

Takim osobom nie zależy na rywalizacji. Tutaj należałoby postawić wyraźny rozgranicznik pomiędzy rajdami, wyścigami czy pasjonatami motoryzacji, a tymi kamikadze na drodze. Więc mam wrażenie, że takie osoby nie chcą jeździć po torze, nawet jakby go mieli 200 metrów od swojego miejsca zamieszkania. To kolejni kandydaci na „Froga”. Robią to świadomie i z premedytacją chwaląc się później filmikami w internecie ile to przepisów złamali mając duży poklask od internautów. Przekonani są o swoich nad standardowych umiejętnościach umacniani przez współczesne systemy kontroli trakcji. Dochodzi tutaj problem nieuchronności kary, ryzyko bycia złapanym jest niskie. Jednocześnie sprawa jest upraszczana i później wszyscy są wrzucani do jednego worka z takimi ludźmi. Auto po modyfikacjach czy z głośniejszym wydechem jest potencjalnym nocnym „ścigantem”. Policja wystawi mandaty, zabierze trochę dowodów rejestracyjnych, ale w sumie nie wiadomo czy zapobiegła realnemu problemowi czy ucierpiał przypadkowy kierowca, który lubi modyfikować swoje auto czy np. w zimę chciał poślizgać się po śniegu na pustym parkingu o godz. 24:00.

Śmiem twierdzić, że nocni „ściganci” na typowej imprezie w Kielcach, Modlinie czy Słomczynie wcale nie byliby tacy szybcy. Kiedy droga zaczyna zakręcać, a gazem trzeba precyzyjnie operować i kręcić kierownicą to weryfikacja umiejętności przyszła by bardzo szybko.

Pamiętajmy również, że auto sportowe (z klatką bezpieczeństwa, kubełkami i pasami z homologacją FIA) to nadal pojazd nielegalny w rozumieniu polskiego prawa, co tylko jeszcze bardziej pokazuje jak nie jesteśmy przygotowani prawnie. Prace nad zmianą tego paradoksu dopiero trwają.