Maksymiuk na Maxa!: „Mają rozmach skurczybyki!”, czyli finał Drift Masters w Łodzi [Felieton]

Myślałem i głęboko w to wierzyłem, że w Polskim „skostniałym” i „zaściankowym” motorsporcie zorganizowanie imprezy na stadionie z rozmachem, polotem i finezją nie jest możliwe. Myślałem tak do momentu, aż nie wybrałem się na finałową rundę Drift Masters do Łodzi, która po pierwsze odczarowała mi drift, a po drugie pokazała, że jest jeszcze światełko w tunelu.

Sobota 1-go października 2022 roku, zapisze się na zawsze w mojej reportersko-fotograficznej historii, jako dzień przełamania pewnego niezbyt symatycznego przekonania dotyczącego driftingu. Otóż muszę przyznać, że jechałem na zawody Drift Masters 2022 niechętnie, bo myślałem i nawet bardzo w to wierzyłem, że drifty to nie są moje klimaty, poza tym obecny sezon dał mi się już trochę we znaki i jestem już nim najzwyczajniej w świecie zmęczony.

Coraz ciężej jest łączyć pracę na etat, pracę dla Rally and Race i fotografowanie z życiem takim codzienno-prywatnym. Doba ma za mało czasu, ja jednak nie jestem robotem a jak się okazuje, odpuścić też nie umiem. Jeszcze tylko rallycross w Poznaniu i dwie domowe imprezy: Barbórka i Modlin Rally Show i będzie można odpocząć – tak staram się sobie sukcesywnie wmawiać. Ale nie o tym…

Zobacz też: Piotr Więcek Mistrzem Europy Drift Masters 2022

Pojechałem do Łodzi na finałową rundę Drift Masters 2022 tylko i wyłącznie z czystej ciekawości, bo nie lubię driftu. Organizator postanowił zrobić zawody na stadionie – żużlowym stadionie. Jest to ewenement i fenomen nie tylko w skali Polskiej ale i Europejskiej. Nie zdarza się to dość często, a na pewno nie w naszym kraju. Wynająć stadion, wylać na nim asfalt i zrobić z tego prawdziwe show? Może w WRC ale przecież nie u nas…

A jednak! Można? Można! Jest organizacja (i na szczęście nie jest to Polski Związek Motorowy), którą stać na takie przedsięwzięcie i która przede wszystkim wie, jak to zrobić.  Organizacja ta nazywa się Drift Masters i wiecie co? Jest to Polska organizacja i naprawdę możemy być z niej dumni.

Stadion żużlowy po którym, na co dzień jeżdżą zawodnicy Orła Łódź, zamienił się na dwa dni w świątynie driftingu. Całe zawody oglądało z trybun ponad 10.000 ludzi! Myślicie, że to dużo? Właśnie za mało, bo bilety zostały wyprzedane ponad tydzień przed imprezą. Myślę, że gdyby stadion mógł pomieścić 20.000 osób, to bez najmniejszego problemu tyle biletów też by się sprzedało.

fot. driftmasters.gp

Samo przygotowanie i organizacja imprezy to naprawdę wysoki – światowy wręcz poziom. Zwodnicy to ścisła europejska czołówka. Oczom nie dowierzałem, gdy widziałem pędzące bokiem te potwory – bo to nie są samochody – których tył dosłownie o włos mijał betonową bandę. Jeszcze większe wrażenie zrobiło na mnie to, jak dwa potwory suną się bokiem obok siebie i wchodzą z zakrętu w zakręt, milimetry obok siebie – czad!

fot. Marcin Maksymiuk

Niesamowici kierowcy, tysiące koni mechanicznych i to co potrafią zrobić ze swoimi potworami w połączeniu z gęstym białym dymem który co chwila wypełniał cały stadion, dodając do tego zapach palonej gumy daje niesamowite, nieziemskie i niezapomniane widowisko! Fajerwerki oraz sztuczne oświetlenie dodatkowo podkręcały atmosferę  na trybunach, która też zrobiła na mnie bardzo dobre i ogromne wrażenie. Tysiące fanów driftu z flagami różnych państw w dłoniach, skandujących imiona i nazwiska swoich ulubieńców to, coś czego jeszcze w swojej karierze nie widziałem.

Z wielką chęcią wrócę na Drift Masters w kolejnym sezonie! Drift odczarowany a zawody zajebi***!

Drift Masters – to co Panowie? Za rok na „Narodowym”? 😉

Marcin Maksymiuk